Świat kobiety, czyli MUSISZ i zdecydowanie POWINNAŚ.


(nie)Psychologicznie / niedziela, 6 czerwca, 2021

W słowniku są takie dwa słowa, które u mnie osobiście wywołują gwałtowną alergię, powodują że każdy, nawet najmniejszy włosek na moim ciele staje dęba, a mnie trafia jasny szlag i to zdecydowanie zbyt łagodnie powiedziane, ale umówmy się-wiadomo o co chodzi. Te dwa z pozoru zupełnie niewinne słowa, które w pojęciu tego kto ich używa mają być wskazówką, przejawem dobrych chęci czy nawet pomocy płynącej z dobroci serca, ale dla mnie to zwyczajnie forma wywierania presji, która wywołuje we mnie falę mdłości połączonych z wściekłością. Dwa słowa-MUSISZ i POWINNAŚ…

Jesteś kobietą więc musisz chodzić w szpilkach, jesteś kobietą więc musisz mieć obok faceta, musisz być perfekcyjną panią domu, która nie przekłada własnych potrzeb ponad potrzeby innych, powinnaś być matką i być w tej roli idealna bo inaczej nie wypada, musisz wyglądać idealnie i nie powinnaś miewać gorszych dni, bo powinnaś być zawsze szczęśliwa i uśmiechnięta, bo tylko tak wypada. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, bo czasem mam wrażenie, że oczekiwania wobec nas ciągle rosną, a do tego dochodzi zagadka, której nie rozwiążę nigdy- dlaczego inni ubzdurali sobie, że doskonale wiedzą co dla nas najlepsze i dlaczego roszczą sobie prawo do decydowania o naszym życiu i wyznaczania ram, w których powinnyśmy żyć i funkcjonować? Jestem ambitna, ale rozwiązanie tej zagadki wcale nie jest takie proste i przychodzi mi do głowy tylko jedno wyjaśnienie- ktoś musi mieć bardzo nudne życie skoro tak bardzo interesuje się życiem innych, tyle.

Nie noszę szpilek, chociaż nie przesądzam, że mi się jeszcze kiedyś nie przydarzy, ale nie wyobrażam sobie śmigać w nich non stop, bo mi niewygodnie, proste, ale jednocześnie bardzo szanuję i podziwiam kobiety, które lubią i to jest w tym najpiękniejsze, że mamy wybór- nasz wybór. Fakt, że wolę trampki nie powoduje, że czuję się mniej kobieco, ale wiem, że ktoś może się z tym nie zgadzać i ok, tyle, że ja wcale nie chcę tej opinii znać. Kolejna kwestia to-jakim prawem kobieta wybiera życie w pojedynkę? Niemożliwe, ściemnia! Ona wcale tak nie wybrała, ale zwyczajnie jest z nią coś nie tak i nikt jej nie chce, o to to to! Nie będę tego zbędnie komentować, ale wiadomo-mamy wybór. Mamy swoje potrzeby i nigdy nie zrozumiem dlaczego miałybyśmy ich nie mieć i ich nie zaspokajać, bo co? Bo nie wypada? No cóż, bzdura.

Dużo można o tym pisać ale najwięcej dzieje się kiedy chodzi o macierzyństwo, bo to jest najtrudniejszy i jednocześnie budzący najwięcej emocji temat. Nie masz dzieci-źle. Masz-też źle, bo czemu tylko jedno? Jesteś matką, to winnaś być nią na dwieście procent, bo jakże by inaczej? Być matką i matką, zapomnieć o całej reszcie, bo nic się już nie liczy i pamiętaj, że kiedy wychylisz się nieco, wyjdziesz milimetr poza ramkę idealnej matki to już koniec, bo pamiętajmy, że inni czekają gotowi, aby Cię ocenić. Dla mnie rachunek jest prosty-można być matką na sto procent i na dokładnie tyle samo sobą i co w tym złego? Dla mnie nic, a to czy komuś się to podoba czy nie to już nie jest mój problem.

Najbardziej zastanawia mnie w tym wszystkim to, że najlepiej wszystko wiedzą Ci, którzy faktycznie wiedzą o Tobie najmniej. Inaczej jest kiedy, ktoś z najbliższego otoczenia chce służyć radą (ale to też zależy od tego czy tej rady potrzebujemy) a wtrącanie się i ocenianie przez obcych lub prawie obcych ludzi to zupełnie inna kwestia i im szybciej każda z Nas to zrozumie tym lepiej.

Życie spowodowało, że na moim grzbiecie wytworzyła się skóra nosorożca, jest gruba i szorstka a ja zamiast się jej pozbyć, wolę ją pielęgnować, bo dzięki niej jest mi dobrze. Od momentu, w którym zdałam sobie sprawę, że moje życie i kierunek, w którym idzie to tylko mój wybór i ja, właśnie ja wiem najlepiej co muszę i co powinnam, a nikt nie będzie wiedział tego lepiej ode mnie.

Obserwuję i coraz lepiej dostrzegam, że w męskim świecie takie rzeczy nie mają miejsca, że jeden drugiemu nie stoi wiecznie za plecami pokazując palcem co i jak musi, czy powinien i wychodzi na to, że to my kobiety same tak bardzo wszystko komplikujemy. Po co? Chyba nawet nie chcę wiedzieć. Ja jestem odporna, ale wiem jak wiele kobiet się z tym zmaga, jak wiele z nich dotyka ocena. Mam córkę i każdego dnia staram się przekazać jej wszystko to czego ja się dowiedziałam trochę później niż bym chciała i mam nadzieję, że z tego skorzysta, że będzie wiedziała sama kiedy musi, a kiedy powinna, bo dziś wiem, że właśnie to pozwoli jej zaakceptować siebie i pójść w dorosłe życie drogą, którą sama wybierze i to wcale nie jest luksus, to jest nasze prawo i o tym pamiętajmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *