Jak się odchudzać i nie zwariować.


Zołza się odchudza. / niedziela, 25 kwietnia, 2021

Muszę się przyznać, że kiedy pisałam ten nagłówek to ogarnęła mnie fala śmiechu, przez moment co prawda, ale jednak, bo jeszcze rok temu gdyby ktoś mi powiedział, że będę pisała takie teksty to padłabym, ze śmiechu. Dlaczego? Bo nie tak dawno temu sama byłam bliska obłędu i tylko dzięki wiedzy, którą szerzą mądrzejsi ode mnie udało mi się przetrwać i nie zwariować. W nadchodzącym tygodniu mija rok od kiedy… hmm Magda zmądrzała (w moim konkretnym przypadku właśnie tak należy to nazwać) i chyba przyszedł właściwy czas aby to wszystko co pojawiło się do tej pory nieco podsumować.

Dieta czy nie dieta?

Dieta i odchudzanie, nie za bardzo lubię te słowa, dlatego ja nazywam to zmianą stylu życia dzięki czemu moja głowa jest spokojniejsza i odczuwa dużo mniejszą presję, więc nazywajmy to jak sobie chcemy, nie ma to znaczenia, ale ważne żeby szło w obranym przez nas kierunku. Nie lubię się wciskać w ramy i nie lubię być w nie wciskana, a zmiana terminologii to niby nic, ale w niektórych trudnych przypadkach potrafi zdziałać cuda.

Wyrzuć wagę!

Jest coś dziwnego w relacji z wagą łazienkową, nie z wagą ogólnie bo ta kuchenna jakoś mi nie przeszkadza i ogólnie ją lubię. Co innego ta łazienkowa, no jej jakoś nigdy sympatią nie darzyłam i być może już nie będę, dlatego mi ten trend „wyrzuć wagę” bardzo pasował. Chociaż nie zastosowałam się do niego w 100%, bo nie wyrzuciłam ale postawiłam w kącie gdzie stała, a ja udawałam, że jej nie widzę i wyciągałam ją raz na jakiś czas, średnio raz na miesiąc i to pozwoliło mi nie zafiksować się na punkcie cyferek, które wyświetla. Dziś w dalszym ciągu mamy widzenie raz na kilka tygodni w celu kontroli i nasza relacja na tym się kończy. Cyferki nie są najważniejsze, a jeżeli cyferki są Wam do życia potrzebne to bardzo polecam te z centymetra krawieckiego, one bywają łaskawe nawet wtedy gdy waga zawodzi nasze oczekiwania.

Aktywność fizyczna.

Jestem, wydaje mi się, osobą racjonalną ale te zmiany pokazały, że nie zawsze tak jest. Tutaj popadłam ze skrajności w skrajność i coś co mówiąc wprost olewałam przez większość mojego życia, nagle to moje życie zdominowało i jeżeli nie zawsze w czynach to na pewno w myślach. Jak nie robiłam nic to nie robiłam a jak już zaczęłam to wydawało mi się, że muszę non stop i chociaż tego nie robiłam, bo zwyczajnie przy mojej kondycji mogłoby mnie to zabić, to wciąż myślałam, że powinnam, że zamiast czytać powinnam pocić się na macie. Troszkę mi odbijało to fakt, ale w końcu i tak wygrał zdrowy rozsądek. Dziś wiem, że musiałam tą drogę przejść aby zrozumieć i zacząć od początku-samiuśkiego początku i raczkować przed siebie. Dziś jestem w punkcie, kiedy ruchu potrzebuję prawie jak powietrza i jestem z siebie dumna-jestem i nie boję się tego mówić.

Cierpliwości, daj sobie czas!

Cierpliwość, to chyba jest w tym wszystkim najważniejsze, bo wiadomo jak jest-chciałoby się wszystko od razu, ale tak się cholera nie da i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym dla głowy zdrowiej. Buszując w internetach często natykam się na hasła w stylu „10 kilo w miesiąc” i takie tam i dziś trochę mnie to śmieszy, a jeszcze nie tak dawno temu sama się na to łapałam, bo liczyłam, że w końcu wpadnę na coś, co za pomocą magicznej różdżki spowoduje, że zasnę a po jakimś czasie obudzę się chudsza o ileś tam kilo, no nie… Niestety nie trafiłam na nic takiego i teraz już wiem, że to lepiej, że teraz rozumiem ile pracy musiałam w to wszystko włożyć i jest spora szansa, że ten swój wysiłek uszanuję i tym razem tego nie spieprzę. Zdarza się też, że dostaję pytania, krótkie i zwięzłe-ile i jak szybko, no cóż, dziś wiem, że czas to pojęcie względne, a szybciej wcale nie znaczy lepiej. Ja mam swoje tempo, ktoś będzie miał swoje, więc nie ma co się porównywać.

Moja droga jeszcze się nie kończy i walczę dalej. Czuję się lepiej, mam więcej energii i ogólnie mi się więcej chce i muszę przyznać, że zakochałam się w tym uczuciu. Czasem tylko wyrzucam sobie, że tak późno, ale co to teraz zmieni? Najważniejsze, że coś pękło, że coś się zmieniło i najważniejsze żeby tak zostało. Tego życzę sobie i wszystkim tym, którzy tego potrzebują. Powoli do celu, bez spiny i presji, mówię to ja, bo jak ja mogłam to każdy może 😉

PS. Jeżeli ktoś wchodzi na drogę odchudzania to polecam robić fotki, szczególnie takie „przed”. Ja nie mam i bardzo żałuję, że pomimo namowy koleżanki jednak się nie zdecydowałam. W tamtym czasie unikałam zdjęć takich całościowych, bo jak łatwo się domyślić nie czułam się komfortowo, a dziś z chęcią powiesiłabym nad biurkiem, żeby pamiętać jak było i ostrzegawczo żeby pamiętać jak może być, żeby popatrzeć i się połechtać i powiedzieć sobie- dałaś radę, jesteś zajebista!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *