Zupełnie nowa ja-czyli aktywność fizyczna.


Zołza się odchudza. / sobota, 27 marca, 2021

Ja, ta która przez większość życia gardziła aktywnością fizyczną dziś opowiem Wam o tym jak to fajnie zacząć ćwiczyć, jak wiele może to zmienić i jak bardzo poprawić jakość życia. Gotowi?

Sport to było coś co zdarzało się i owszem, ale raczej przy okazji. Jakiś czas temu pokochałam rower i to było to pierwsze coś co lubiłam robić i odczuwałam satysfakcję z tego, że się spociłam. Rower nie był aktywnością wymuszoną, ale czymś co sprawiało mi autentyczną frajdę więc nie było trudno. Inaczej podchodziłam do innego rodzaju ćwiczeń. Były w moim życiu momenty, dłuższe lub krótsze, chociaż szczerze mówiąc to raczej te krótsze, kiedy brałam się w garść i zaczynałam regularnie ćwiczyć, raz zdarzyło się nawet tak, że zaczynałam to lubić, ale pojechałam na dłuższy urlop i potem wyszło jak wyszło, czyli dupa. Tym razem zabrałam się do tego zupełnie inaczej i w końcu poszło.

Wyobraźcie sobie osobę totalnie bez kondycji, która nagle doznaje olśnienia i będzie ćwiczyć, taką, która bierze pierwszy trening z YouTuba, bo inni ćwiczą, inni chwalą i to na bank jest dla mnie. Nic bardziej mylnego, przejechałam się na tym zaraz na samym początku. Treningi i owszem, na bank świetne, tyle że niekoniecznie dla początkujących, a każda porażka wywoływała frustrację na maxa. Tutaj na chwilę się zatrzymam, Jeżeli dopiero zaczynasz to zacznij powoli, włącz łatwiejszy trening, nie rzucaj się na te najtrudniejsze, bo obiecuje, że spalisz więcej kalorii- na ten trening też przyjdzie pora. Ja szukałam, próbowałam i sprawdzałam co mi najbardziej odpowiada, bo nie wszystko każdemu musi pasować prawda? Nie umniejszając trenerom, którzy publikują w internecie, ale ja nie wszystko lubię, a chciałam się zachęcać a nie zniechęcać. Zaczynałam od łatwiejszych, krótszych treningów co pozwoliło mi podbudować wiarę w siebie i udowodniło mi, że jednak mogę, a kiedy czułam się gotowa wydłużałam czas i zwiększałam intensywność, wszystko w miarę możliwości. Pamiętajcie, że lepiej zrobić lżejszy i krótszy trening niż nie zrobić nic. Metoda małych kroków tutaj się świetnie sprawdza.

Kolejna kwestia to trendy. Obserwując internety nagle okazuje się, że wszyscy biegają to może ja też powinnam? Błąd, nie powinnaś ale jeżeli masz ochotę to spróbuj, może to będzie to. Ja nie biegam, bo nie cierpię tego robić i nawet nie próbowałam, ale zmuszałam się do innych aktywności, bo trzeba, bo powinnam itd. Nie miało to większego sensu, bo robiłam to od niechcenia, tak na odwal się, byle by zaliczyć, satysfakcji też jakoś nie było, więc po co? Nic na siłę. Chodzi w końcu o to żeby to polubić prawda?

Znalazłam takie treningi, które mi odpowiadały ale czy było super łatwo? No nie było, bo przyznaję, że często się nie chciało, wiadomo i na początku faktycznie musiałam kopać się w tyłek, przebrać się i zacząć a potem jakoś poszło a najpiękniejsza była ta satysfakcja, że mi się udało, że może jednak nie jestem taki flak jak mi się wydawało. Potem zaczęło mi to wchodzić w krew i z czegoś do odhaczenia, zrobiło się potrzebą. Dziś kiedy piszę ten wpis jestem chwilowo ograniczona ruchowo i cięższą aktywność fizyczną musiałam zawiesić i chociaż tu boli, tam strzyka to ja cierpię, bo mam ochotę się spocić. Robię więc to co mogę-ratuję się jogą i spacerami i chociaż mam poczucie, że robię coś.

Ja szukałam tego co mnie zachęci i w moim przypadku akurat świetnie sprawdził się zegarek, który monitoruje moją aktywność. Nie potrafię wytłumaczyć na czym to dokładnie polega ale wydaje mi się, że to kwestia zaspokojenia ambicji, że zrealizowałam przynajmniej dzienne minimum aktywności, że ten zegarek pochwali mnie zawsze kiedy „ładnie” ćwiczę. Kiedy pokaże, że dziś się nie leniłam tylko zrobiłam 12 km spacer itd. Niby nic a cieszy. Wkurza mnie też czasem, kiedy wrócę z pracy przeorana jak cholera, usiądę z kawą a on po pół godziny twierdzi, że powinnam wstać, bo już za długo siedzę, a ja mam ochotę powiedzieć mu- sp… znaczy spadaj, to Ty nie wiesz, że ja dopiero z pracy przyszłam? Ale wybaczam mu, zawsze.

Co aktywność we mnie zmieniła? Wszystko. Podbudowała mnie i pokazała, że tą słabość także mogę pokonać. Poprawiła jakość mojego życia, bo poprawa kondycji zmieniła wiele. Czuję się fizycznie lepiej, jestem tego ciała bardziej świadoma. Jasne nie uprawiam sportu wyczynowo, nie dźwigam wielkich ciężarów, ale ruszam się i kiedy widzę, że moje ciało trochę się zmienia ja nie osiadam na laurach tylko chcę więcej. Przełamałam wiele barier i jestem z siebie dumna, szczerze i autentycznie dumna. Chwalę sama siebie, za najmniejszy postęp, bo zasłużyłam.

Ku przestrodze powiem, żebyście nie popełniały błędów, których mnie nie udało się uniknąć. Nawet taki laik jak ja wiedział, że przed treningiem musi być rozgrzewka a po porządne rozciąganie tyle, że wiedzieć a robić to już inna kwestia. Swój błąd zrozumiałam w momencie kiedy zejście po schodach okazało się prawie nie możliwe, a ja zamiast czuć się coraz lepiej czułam się fatalnie. Nauczyłam się jak zwykle na błędzie i tą lekcję sobie dobrze zapamiętałam i nagle okazało się, że jednak na wszystko znajdę czas i Wy też znajdziecie.

Każda z nas jest inna, każda ma inne potrzeby i co innego lubi, dlatego nie dajmy się zwariować. Warto próbować nowych rzeczy, ale już niekoniecznie do czegoś się zmuszać. Jeżeli ktoś tak jak ja gardził sportem, to musi dać sobie szansę, żeby się do niego przekonać i polubić. Dziś zawsze mówię, że jak ja mogłam to już każdy może i na serio w to wierzę. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *