Matką nastolatki być…


Matką być / sobota, 20 marca, 2021

„Małe dziecko mały kłopot, a duże dziecko to….” jeszcze większy „kłopot”, a pamiętam jak mówili, wyśpij się na zapas (hahahaha jakby się dało!), potem ząbkowanie, zacznie chodzić to zobaczysz itd, ale spoko, jak podrośnie to już będzie tylko łatwiej i co? Kłamali, szczególnie w tej części, która dotyczy tego wspomnianego podrastania. Muszę przyznać, że do pewnego momentu nawet w to wszystko wierzyłam i gdzieś w głębi ducha nie mogłam się doczekać, kiedy moje dziecię będzie starsze i bardziej samodzielne, ale dziś widzę to już nieco inaczej i mówiąc prawdę zupełnie wyraźnie.

Małe dziecko wymaga od nas 100% czasu i kolejnych 100% uwagi, a przeciętny nastolatek? Iluś procent czasu, bo przy dobrych wiatrach to całkiem sporo ogarnie sam, chociaż zupełnie często zdarza się, że bez dziesięciokrotnego przypomnienia i pokazania palcem się jednak nie obędzie i tak przy okazji, zastanawiam się czy zamiast ciągle dręczyć palec wskazujący, może czas zainwestować we wskaźnik? Taki laserowy najlepiej, żeby dalej sięgał? Przemyślę to, ale potem, a teraz do brzegu. Ustaliłam, że przy odrobinie szczęścia nastoletnia latorośl całkiem sporo spraw ogarnie sama, od tych najprostszych jak zadbanie o higienę na przykład i może czasem trzeba przypomnieć, ale zawsze można to załatwić z poziomu kanapy, nie odrywając się od lektury, więc jest wygoda? No jest. Zdarza się nawet, że nieco bardziej zaawansowane czynności nastolatek wykona sam, posprząta na przykład, o ile się nie okaże, że bałagan wcale mu w niczym nie przeszkadza, że nie padnie z głodu, kiedy matki akurat w pobliżu nie będzie, bo kanapkę czy odgrzanie obiadu jest sobie w stanie zorganizować, no czyż to nie jest piękne? No jest i ja to przyznaję bez wyrzutów sumienia i w tym konkretnym aspekcie Ci co mi kiedyś tam mówili to faktycznie nie kłamali, bo czasu to nastolatek faktycznie „zajmuje” mniej.

Inaczej rzecz się ma z uwagą, bo o ile małe dziecko wymaga jej sto procent, to dziecko w wieku nastoletnim analogicznie powinno zająć jej mniej, a i właśnie tu można się zdziwić i to ostro, bo zamiast tą uwagę redukować Ty musisz ją podwoić. Maluszek ma ogromne potrzeby i kiedy dorasta ta ilość się nie zmienia, ale zmieniają się same potrzeby, co mówiąc w skrócie oznacza więcej zmartwień, więcej stresów i często nawet wysyp siwych włosów. Dwieście procent uwagi, niby łatwo to zrobić, ale nic bardziej mylnego. Chcesz nauczyć samodzielności, powoli przystosowywać do stopniowego wypuszczania w świat i szkoda, że nikt mnie nie uprzedził, że to nie tylko moja córka będzie dorastać, ale ja przy okazji będę dorastała razem z nią tyle, że do innej roli. Okres dojrzewania rządzi się swoimi prawami i o ile kiedyś myślałam, że walka z histerią i buntem dwulatka, trzylatka i tak do pięciu albo i dalej zahartowała mnie na tyle, że podołam wszystkiemu, to nie, wtedy nie wiedziałam o czym mówię. Posiadanie w domu nastolatki udowodniło mi, że mam zdolności aktorskie, które objawiają się przy okazji poważniejszych zmian w jej życiu, a ja nie śpię po nocach i trzęsę się ze strachu kiedy tylko o tym pomyślę, ale przy niej muszę odgrywać rolę tej, która jest pewna, że wszystko będzie dobrze i wcale, absolutnie wcale nie ma się czym przejmować. Bycie psychologiem amatorem też trzeba opanować i nauczyć się choć trochę akceptować to co do tej pory wcale nam się w głowie nie mieściło, nie wspominając już o zrozumieniu. Pokazać takiemu młodemu człowiekowi, że się mu ufa, stosując w tym samym czasie zasadę ograniczonego zaufania i wcale się z tą zasadą nie zdradzić. Uczyć się nastoletniego świata, bo chociaż samej się było nastolatką, to od tamtej pory minęły już jakby lata świetlne i nic już nie jest takie samo, a warto przecież wiedzieć co w trawie piszczy. Jeżeli wydawało mi się, że przy małej dziewczynce potrzebowałam całą masę niewyczerpanej cierpliwości, to byłam w błędzie, teraz cierpliwość jest na wagę złota. No nie jest łatwo, kurde nie jest.

Przyznam, że wiele rzeczy wciąż mnie zaskakuje, ale w sumie nie ma się czemu dziwić, bo dopiero nie tak dawno temu wkroczyłam na tę drogę, ale jak sobie pomyślę ile rzeczy jeszcze może mnie zaskoczyć to włosy stają mi dęba i tak się zastanawiam czy dam radę? Dam bo nie mam innego wyjścia, a ile błędów przy tym popełnię to cholera wie, a na błędach człowiek podobno uczy się najlepiej więc co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Tego właśnie życzę sobie i wszystkim rodzicom, mniejszych i większych dzieci, bo obecne czasy tylko sprzyjają siwiźnie, ale nie dajmy się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *