Kolejne urodziny, czyli podwójna osiemnastka.


Ogólne / piątek, 5 marca, 2021

Wiek to tylko liczba a my mamy dokładnie tyle lat na ile się czujemy. Prawda. Te cyferki jednak nie są tak do końca bez znaczenia i chociaż często udajemy to one nie są nam tak zupełnie obojętne, niestety.

Pierwszym przełomem są osiemnaste urodziny, czekamy na nie niecierpliwie, bo z zasady powinny być wyjątkowe. Wielki skok w dorosłość, upragniona niezależność i dowód osobisty, którym można się pochwalić w monopolowym, no i nie muszę wspominać, że budząc się rano w ten szczególny dzień bańka pęka i okazuje się, że dorosłość objawia się jedynie w postaci dowodu i ewentualnych legalnych zakupów w monopolowym, a upragniona niezależność zostaje odłożona na jakieś bliżej nieokreślone później.

Następny przełom to zmiana kodu i tyle o ile ta dwudziestka przebiega bez większych emocji to sprawa trzydziestki jest nieco bardziej skomplikowana. Mnie osobiście ogarnął jakiś nieuzasadniony strach. Kończąc trzydzieści lat fizycznie czułam się tak samo, ale czułam na plecach niepokojący oddech zmian i nie myliłam się, chociaż jak się potem okazało to ten strach okazał się zupełnie niepotrzebny. Po trzydziestce dorosłam, dojrzałam i zrozumiałam czego tak naprawdę chcę o czym już pisałam tutaj Życie zmienia się po trzydziestce. Potem już jakoś leciało, aż do teraz, bo chociaż te urodziny okrągłe nie są to zaczynają budzić sporo wątpliwości i chyba czas się nad niektórymi sprawami zastanowić.

Skończyłam trzydzieści sześć lat i niby to nic szczególnego, ale mam wątpliwości czy kremy 30+ to jeszcze dla mnie, czy może tylko te 35+ mają rację bytu? Przyznam, że te pierwsze mają bardziej optymistyczny numerek, bo dlaczego jakiś słoiczek codziennie rano, jak z liścia prosto w twarz, ma mi przypominać, że czas leci szybko i połowę tej trzydziestki mam już za sobą? Po co mi taki stres? Stresu należy unikać i wystarczy kupić odpowiedni krem, z subtelnym oznaczeniem na kartoniku, ale bez niego na słoiczku i ciśnienie z rana w normie. A i właśnie, czy teraz wypada mi jeszcze mówić, że jestem po trzydziestce? Czy właściwiej będzie mówić trzydzieści pięć plus? A może od razu z grubej rury, że jednak przed czterdziestką?! No niby nic takiego, ale jakoś tak… no nie wiem, chyba jeszcze trochę za wcześnie, czy nie? Czy wypada kupować kolejne trampki czy czas zainwestować w jakieś bardziej dostojne obuwie?

Tak zupełnie serio to właśnie stuknęła mi podwójna dorosłość i faktycznie coś w tym jest. Czuję się ze sobą lepiej jako dojrzała kobieta, bo dopiero teraz rozumiem o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi, więc nie tęsknię za sobą w wieku lat dwudziestu pięciu, o nie. Dorosłość jest zdecydowanie przereklamowana i nie wiedzieć dlaczego młodzi ludzie tak jej pragną, ale prawda jest taka, że o tym przereklamowaniu każdy musi przekonać się sam. Inaczej zaś wygląda sprawa dojrzałości. Bo dojrzałość to nie wiek, to świadomość siebie i własnych potrzeb, czas kiedy priorytety układają się we właściwej kolejności, a my przestajemy żyć wiecznie oczekując na cud. Lata temu dojrzałość kojarzyła mi się ze stateczną panią w eleganckiej garsonce, a dziś moja własna przebiega pod znakiem jeansów, trampek i jeszcze raz trampek, więc co jak co ale dojrzałość w dzisiejszych czasach jest zdecydowanie luźniejsza i wygodna, zdecydowanie bardziej moja.

Wiek to tylko liczba, a ja mam tyle lat ile aktualnie chcę mieć lub na ile humor mi pozwala. Fakt, czasem wstając rano, sztywna jak diabli mam wrażenie, że w nocy do licznika ktoś bezczelnie dobił mi jakieś czterdzieści lat, a potem? Potem już wszystko wraca do normy, a mój wiek dopasowuje się do obecnej sytuacji. Mówią, że życie zaczyna się po czterdziestce, ok, zaczynam przygotowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *