Walentynki to ja mam codziennie! ;)


Ogólne / niedziela, 14 lutego, 2021

Dzień czternastego lutego-Walentynki, dla jednych szczególny dzień, święto miłości i wielka celebracja, dla drugich dzień jak każdy inny i ja zdecydowanie zaliczam się do tych drugich. Uprzedzając-na mój stosunek do tego dnia wcale nie ma wpływu fakt, że jestem singielką, bo w moim dorosłym życiu ta data nigdy nie odgrywała szczególnej roli, może za za małolaty coś tam drgało, ale to było tak dawno, że ledwo to pamiętam. W moim nie lubieniu, czy nie obchodzeniu Walentynki nie są odosobnionym przypadkiem, bo ja na przykład nie lubię też Sylwestra, o zgrozo! Nie wiem czemu tak jest, może jest to kwestia presji, że świętować się jednak „powinno”, że wypada itd, a jak wielokrotnie już podkreślałam-ja presją gardzę i robię wszystko po swojemu.

Od pewnego czasu święto miłości mam codziennie, a dokładnie od momentu kiedy zrozumiałam, że jeżeli ja nie uczynię swojego życia szczęśliwym to nie zrobi tego nikt. Zdałam sobie przy okazji sprawę, że dopóki sama siebie nie pozbieram i nie ogarnę wszystkiego co do tej pory przerobiłam, to w moim życiu nie pojawi się miejsce dla kogoś innego, bo potrzebuję czystej karty i czystej głowy. Dlatego zaczęłam od siebie i nauczyłam się słuchania swoich potrzeb i nie żałowania sobie czasu na ich spełnianie i dziś śmiało mogę powiedzieć, że to święto obchodzę codziennie lub zawsze wtedy, kiedy przyjdzie mi na to ochota. Dziś niedziela, więc lepszej okazji do świętowania nie będzie, bo na niedzielny poranek zawsze przypada domowe spa, bez względu na obowiązującą datę, bo każdy dzień jest dobry żeby zrobić coś dla siebie. I właśnie…

Spotykam się w życiu z różnymi opiniami, między innymi, że kochać się i tą miłość okazywać należy każdego dnia, a nie raz do roku i ja się z tym absolutnie zgadzam, nie ma przy tym większego znaczenia w czyim kierunku ta miłość jest kierowana, ale szacunek należy się zawsze i wszędzie. Miłość dla mnie to nie ciągłe fajerwerki, a drobnostki życia codziennego, dorosłam. Inni zaś cierpią, bo święto miłości jest i skoro już jest to miałoby się ochotę świętować, ale nie ma z kim, więc dupa, dół i załamka, no niby to racja, tyle, że można obchodzić święta po swojemu, znaleźć alternatywę, zrobić zlot singielek przy dobrym winku i jeszcze lepszym jedzonku, można też ponarzekać na byłych, ex czy przyszłych niedoszłych jeżeli taka potrzeba zachodzi, bo to Ty decydujesz jak ten dzień przeżyjesz. Można zaplanować dla siebie coś specjalnego, coś co sprawi największą przyjemność, co oderwie myśli od istoty tego dnia i pozwoli wyluzować. Możliwości jest wiele, kwestia wyobraźni, ale zawsze można też zignorować, zwyczajnie olać, ale wtedy tym nieco bardziej wrażliwym na bodźce radzę jednak omijać wszelakie media szerokim łukiem, bo… wiadomo jak jest.

Tak zupełnie serio to z wraz z wiekiem zwiększa się u mnie tendencja do ignorowania różnorakich okazji w tym moich własnych urodzin, które jakby na to nie patrzeć już za chwilę, ale swoim zwyczajem wcale się nad tym głębiej nie zastanawiam, chociaż świadomość, że znów będę o rok starsza lekko kłuje, więc po co urządzać fetę, która będzie o tym przypominać? Jakoś mnie to nie kręci, chociaż nie powiem, ale jakiś prezent na bank sobie sprawię :).

W tym dniu jednak wszystkim, bez znaczenia parom czy singlom życzę, aby spędzili ten dzień tak jak sobie to wymarzyli i aby inne dni w roku za wiele się od Walentynek nie różniły, bo można je mieć codziennie, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *