Kiedyś, czyli planuję kolejny rok.


Ogólne / niedziela, 10 stycznia, 2021

Planowanie… Nie jestem fanką planowania na za pięć czy dziesięć lat, ale krótko dystansowe plany robię jak chyba każdy, chociaż obecnie bliższe prawdy jest stwierdzenie, że robiłam plany, bo teraz nawet to wcale nie jest już oczywiste, a rzeczywistość jest zaskakująca i to do granic możliwości.

Lubię życiowy porządek i rutynę, bo w pewnych sferach życia są one niezbędne, ale równie mocno cenię sobie spontaniczność, element zaskoczenia i pójścia na żywioł, ale wiecie-wszystko ma swoje granice. Chciałabym Wam opowiedzieć o moich szalenie ambitnych planach, co takiego cudownego i rozwijającego zrobię w tym Nowym Roku. Chciałabym, serio, ale chyba nie umiem, bo już niczego nie wiem. Moim najczęściej wspominanym planem jest „Jak kiedyś pojadę do Polski to…” i śmieję się jak wariatka za każdym razem kiedy to powiem lub o tym pomyślę. Nie potrafię tylko stwierdzić czy śmieję się bo jestem zabawna, czy jest to śmiech przez łzy, ale nigdy bym się nie spodziewała, że wypad do ojczyzny będę planowała jak wyprawę na drugi koniec świata, a jednak.

Siadając dziś do klawiatury miałam ochotę napisać coś zabawnego, opisać swoje wielkie plany w formie żartu, ale coś czuję, że się to nie uda. Na dziś zaplanowałam trening i długi spacer-udało się. Na jutro też już plany poczyniłam i na tym długodystansowość się chyba kończy. A nie, skłamałam, w następnym tygodniu mam wizytę u lekarza, czyli jakieś plany są, chociaż nigdy nie wiadomo czy doktor z angielskiej wioski w ferworze walki z pandemią tej wizyty nie odwoła, zobaczymy.

Żeby jednak nie było tak łzawo to nie zaplanowałam, nie postanowiłam ale wiem, że pociągnę to co pozytywnego zaczęło się w upierdliwie minionym roku. Zmieniłam się i to bardzo, w wielu aspektach, a czas który dostałam wtedy i w gratisie otrzymuję nadal powoduje, że skupiam się na rzeczach, które do tej pory olewałam (łagodnie powiedziane) i idzie mi na tyle dobrze, że jestem z siebie dumna. Wprowadziłam do swojego życia wiele zmian, a one spowodowały dużo dobrego dla ciała i ducha, dlatego cel na ten rok-nie spieprzyć tego i głównie na tym się skupię. Czekam na wiosnę i odrobinę ciepła, bo mój biały rumak czeka grzecznie w schowku aż go dosiądę i przejadę na nim kolejne kilometry, taki mam plan… Nie wiem czy dobrze robię, że mówię to na głos, bo jeszcze ktoś usłyszy i się okaże, że do wiosny nawet wyjście na rower będzie covidowo nielegalne? Brzmi absurdalnie, ale cholera ich wszystkich wie. Tymczasem skupię się na sieci, może przyłożę się bardziej do Pamiętnika Zołzy, ale niczego nie obiecuję, bo wena jest hmmm… tak nieprzewidywalna jak korona w UK.

Tymczasem mam plan-przetrwać kolejny lockdown i nie zwariować, przypilnować, żeby dziecko w sen zimowy nie zapadło, bo ryzyko znów istnieje i żyć na tyle normalnie na ile się da, planować wszystko co zrobię kiedyś, wtedy kiedy już będzie normalnie. Niech moc będzie ze mną i z Wami też, a najwięcej z Tymi, którzy borykają się z nauczaniem on-line, bo chociaż ja, jako matka nastolatki mam o wiele łatwiej, to kompletnie nie zazdroszczę Tym, którzy „uczą się” z maluchami. Wytrwałości!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *