Jestem dla siebie dobra.


(nie)Psychologicznie / niedziela, 29 listopada, 2020

Czy zastanawiałaś się kiedyś ile czasu i uwagi poświęcasz innym? Jeżeli nie to może to być właśnie odpowiedni moment aby to zrobić. Już wiem co myślicie, że łatwo mi mówić, bo mam czas, zero problemów itd, dlatego już na początku wyjaśniam, że tak nie jest, ale kiedyś dotarło do mnie, że najwyższa pora sobie to wszystko poukładać i że ja też jestem ważna, dziś sobie za to serdecznie dziękuję. Sobie, bo to właśnie ja wykonałam całą tą pracę i jestem z tego dumna, ba, nie mam nawet wyrzutów sumienia.

Kiedyś moje życie wyglądało inaczej i przyznaję, że wszystko wokół było ważne, a potrzeby innych najważniejsze. Trwałam tak i za wszelką cenę we wszystkim i dla wszystkich chciałam być dobra, dla wszystkich z wyjątkiem siebie. Byłam zmęczona, ciągle zła i zwyczajnie nieszczęśliwa, długo nie rozumiejąc dlaczego. Pewnego dnia zadałam sobie pytanie-a ja? Od tamtej pory wiele się zmieniło. Nie było łatwo, nie obyło się też bez „ofiar”, bo niezadowolenie wielu dawało mi o sobie znać, ale cóż… Dziś opowiem Wam o kilku zmianach, które odmieniły moje życie.

Czas dla siebie.

Z dzisiejszego punktu widzenia właśnie tego mi zawsze najbardziej brakowało, czasu, który mogłam poświęcić tylko sobie na drobne nawet przyjemności, jak kocyk i książka, kąpiel z pianą i maseczką czy ćwiczenia, czasu, gdzie skupiam się tylko na sobie. Nie wiem czy ktoś mi ten czas kiedyś siłą odbierał, czy czasem nie żałowałam go sobie sama, ale zakładam, że raczej to drugie. Chciałam być dobra we wszystkim i dla każdego i nie zdawałam sobie sprawy, że można to pogodzić, że wystarczy chcieć. Da się. Uwierzcie mi. Egoizm? Tak, ale zdrowy, który dba o higienę psychiczną, której efektem jest lepsze samopoczucie, humor czy energia, którą dzielisz się z najbliższymi. Spróbuj, a zrozumiesz, ale ostrzegam-wszelkie wyrzuty sumienia w tej chwili nie mają racji bytu, Ty będziesz miała chwilę dla siebie a nikomu przy okazji krzywda się nie stanie.

Asertywność.O tym już kiedyś było tutaj Asertywność, czyli sztuka ułatwiająca życie. Ale sprawa jest zbyt ważna żeby ją pominąć. Ile razy w życiu zgadzałaś się na coś co Ci nie odpowiada, przytakiwałaś, bo bałaś się kogoś urazić? No właśnie, ale dbając o innych znów zapominasz o sobie. Też tak miałam, bo przecież chciałam być dobra prawda? Odbiło mi się czkawką a jedyne co z tego miałam to frustracja, bo wielokrotnie czułam się wykorzystana. Innym wydawało się, że zrobię, bo muszę i wiecie co było w tym najgorsze? Że sama do tego doprowadziłam. Uczyłam się mówić nie, zaznaczać, że coś mi się nie podoba i okazało się, że ja cholera zawsze mogłam, ale nie musiałam. Poczułam się uzdrowiona i dotarło do mnie, że NIE nie jest zbrodnią, lecz moim prawem.

Co ludzie powiedzą?

No właśnie-ludzie, ocenianie, ich oczekiwania i opinie, znasz to? Ja znałam, ale zapomniałam i teraz mogę powiedzieć że mnie to nie obchodzi. Dawna ja się przejmowała, stawiała ostrożne kroki, wiedząc, że ktoś je śledzi dokładnie z pełną gotowością aby te kroki skrytykować i co? Przestałam się zastanawiać czego chcę i co jest dobre dla mnie, a to był duży błąd. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie ważne co zrobię, lub czego nie zrobię znajdzie się ktoś niezadowolony, bo nie ma takiej siły, która sprawi, że zadowolisz wszystkich. No i najważniejsze-po jaką cholerę miałabym zadowalać wszystkich? Zrozumiałam, że po żadną cholerę. Ja. Ja chcę być zadowolona i szczęśliwa, że ocena innych nie jest ważna dopóki tej oceny nie szukam. Przestałam szukać i jest mi lżej, dużo lżej.

Akceptacja i dystans.

Polubiłam siebie i zdystansowałam się do tego co mnie otacza. Zaakceptowałam to czego zmienić już nie mogę i odzyskałam równowagę. Kiedyś często porównywałam się do innych, bo któraś miała lepszą figurę czy fajniejsze życie, a to mnie frustrowało. Zawracałam sobie głowę ideałami, które z czasem rosły w mojej głowie tak bardzo, że dominowały moje życie. Co mi to dało? Ponownie frustrację, bo porównania mnie nie motywowały, one mnie dołowały. Ideałów nie ma, w żadnej dziedzinie i kiedy w końcu to zrozumiałam poczułam się wolna. Praca nad samoakceptacją okazała się odkrywcza, a ja zrozumiałam, że nie wszystko jest takie złe jak mi się wcześniej wydawało. Coś tam nadawało się do zmiany, ale coś też zostało jak jest, najważniejsze, że mi z tym dobrze.

Jestem dla siebie dobra, dbam o siebie i własne potrzeby i jest mi z tym świetnie. Jestem szczęśliwa i jest mi lżej. Nie żałuję sobie czasu i kiedy tylko mogę zamykam drzwi i wyłączam się ze wszystkiego. Czasem potrzebuję pięciu minut, czasem godziny albo trzech, ale dziś już nie odrzucam swoich potrzeb, ale szukam możliwości aby je spełnić. To ważne. Nie mam przy tym wyrzutów sumienia, bo wiem i rozumiem, że ja też jestem ważna, a świat przez moją chwilową nieobecność na pewno się nie zawali-uwierzcie mi, że przez Waszą też nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *