Idealną być…


(nie)Psychologicznie / sobota, 21 listopada, 2020

Czy bycie kobietą idealną jest łatwe? Raczej nie. Czy ja wiem jak nią być? Zdecydowanie nie wiem. Czy warto dążyć do bycia ideałem? To zależy od wielu czynników, ile mamy w sobie cierpliwości oraz siły do walki o siebie, o akceptację innych i pomyśleć czy to właściwie ma sens?

Zacząć należy od tego, aby ustalić czym tak naprawdę jest ów ideał. Gdybym poprosiła Was teraz o dokładny opis kobiety idealnej czy moglibyście odpowiedzieć tak bez zająknięcia? Bo ja po głębszym zastanowieniu raczej nie. No ok, w pierwszym odruchu przychodzi mi na myśl nienaganna figura, skóra nie skażona żadnym pieprzykiem czy (nie daj boże) grudką cellulitu, gładka, wiecznie promienna cera, nawet zaraz po wstaniu z łóżka po słabo przespanej nocy, tak mogłaby mi się kojarzyć idealna kobieta gdybym miała ją opisać jednym zdaniem. No cóż, jestem babą i czasem mogą mi się zdarzyć takie przebłyski próżnego myślenia. Dobrze, dla mnie „idealność” mogłaby być tym, a dla innych? No właśnie. Tutaj pojawiają się schody.

Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia i co do tego nie mam wątpliwości. Są gusta i guściki dlatego każdy z nas może to postrzegać podobnie, nieco inaczej, lub zupełnie inaczej. Dla jednych liczy się powierzchowność, dla innych wnętrze, a dla jeszcze innych tylko combo ma rację bytu. Więc jaki z tego wiosek? Ideału nie ma, a już na pewno jednego i dla wszystkich. Kropka.

Nie mam potrzeby bycia idealną, bo w ideały już dawno nie wierzę, ale nie zawsze tak było. Kiedyś zawracałam sobie głowę podobnymi dyrdymałami, aż pewnego dnia usiadłam i doszłam do wniosku, że to nie ja chcę być idealna, ale otoczenie tego ode mnie oczekuje, a ja, jak wariatka, próbowałam temu sprostać. I co? I nic, nie da się, za cholerę się nie da, bo nagle okazuje się, że każdy oczekuje od Ciebie czegoś zupełnie innego. Mąż chciałby żonę nie narzekającą i zawsze z życia zadowoloną, gdyby jeszcze niczego nie wymagała to już byłby cud miód, kiedy masz dziecko nagle uwaga skupia się na Twoim macierzyństwie, które tylko z nazwy jest Twoje, bo setki porad sypią się z każdej strony, bo każdy wie lepiej jak Twoje dziecko wychować. Musisz być miła, zawsze pomocna i na wszystko zawsze mieć czas, zapominając przy okazji, że czas dla siebie się należy, bo ideały go nie potrzebują. Mogłabym tak wymieniać bez końca, ale po co? Najważniejsze, że się obudziłam.

Wniosek nasuwa się sam. Nie wiadomo kim jest tajemniczy ideał, bo każdy ma o nim inne wyobrażenie, dlatego nie ma sensu do niego dążyć, nie wiadomo jak bardzo będziesz się starać, to i tak do niego nie dojdziesz, bo zawsze znajdzie ktoś, komu czegoś będzie za mało. Minęło trochę czasu, abym nauczyła się oddzielać to czego oczekuję od siebie a to czego oczekują ode mnie inni, a to zdecydowanie rozjaśniło mi w głowie.

Nie jestem ideałem, to już ustaliliśmy. Nie mam zamiaru nim być i dzięki temu żyje mi się dużo lżej. Chcę być najlepszą, ale najlepszą wersją siebie, dla siebie, tak, żeby mi ze sobą było dobrze. Stawiam sobie pewne cele, bo nie jest tak, że już niczego nie chcę czy od siebie nie oczekuję, ale to ja, ja mogę wymagać. W efekcie dorastania zrozumiałam, że są rzeczy na które mam wpływ i które ewentualnie mogę zmienić, ale wiem, że są też takie, z którymi albo się pogodzę, albo zwariuję. Wybrałam pogodzenie i zaznaczam, że wcale nie była to ta łatwiejsza droga.

Idealny świat. Wyobrażacie sobie taki świat? Gdzie wszystko jest na tip top, gdzie nikt i nikt Was niczym nie zaskoczy, gdzie każda minuta Waszego życia jest tak cholernie przewidywalna. Świat, w którym wszyscy będziemy piękni i nieskażeni złymi cechami charakteru, wyobrażacie sobie? Trochę nuda co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *