Jestem na NIE.


Ogólne / czwartek, 22 października, 2020

Trzy lata Zołzy minęły nie tak dawno, a mi przez ten czas ani razu nie przyszło do głowy, że poruszę tutaj takie tematy, ale sytuacja zmusza mnie do tego żeby jednak zabrać głos i powiedzieć o tym co mnie boli, bo boli i to coraz mocniej.

W ostatnim czasie wielu angielskich znajomych pytało mnie o moje plany związane z UK, czy w związku z Brexitem planuję powrót do kraju, a ja każdemu z nich odpowiadałam, że nie, nie planowałam i nie planuję, a dziś wiem, że wiedziałam co mówię i wiem na pewno, że to nie jest miejsce dla mnie. Patriotyzm? No cóż, wygasł, bo nie chcę żyć w kraju, w którym będę traktowana jak bezmyślny przedmiot, bez prawa do uczuć i co gorsza decyzji, nawet tych dotyczących mnie samej. Sorry, ale nie.

To co ciśnie mi się dziś na usta i na klawiaturę nadaje się tylko do „wypikania” a ja z całych sił próbuję się powstrzymać żeby tych słów nie użyć, więc jak coś to wybaczcie. Dawno temu w rozmowie z moją mamą mówiłam o tym, że obserwując co się dzieje, czuję, że moje prawa jako kobiety są zagrożone i wiem, że nie tylko ja to czułam, chociaż stoję z boku, z polityką nie mam nic wspólnego to interesuje mnie to co dotyczy mnie-bezpośrednio, czy pośrednio, ale jednak mnie. Nie będę żyła w kraju, w którym jest tyle nietolerancji i tyle tabu, nie będę żyła w kraju w którym ktoś mi mówi, że jestem od rodzenia dzieci, że mogę iść do pracy, ba! karierę nawet zrobić mogę, ale najpierw dzieci, spełnić obowiązek. Serio? Nie będę żyła w kraju, w którym ktoś dyktuje mi warunki ile, jak i kiedy, nie biorąc pod uwagę tego czego chcę ja i tego czy faktycznie mogę, bo powinnam, a nawet muszę. To ja na ten temat powiem tyle- JA NIC NIE MUSZĘ, a braku szacunku nie toleruję.

Czuję się dotknięta do żywego, sprawą aborcji, bo uważam, że każdy człowiek ma prawo wyboru. Nie stałam nigdy przed taką decyzją i nie chciałabym stanąć, ale ale nie chcę także aby prawo wyboru zostało mi odebrane, a ja czuję się dotknięta, bo ktoś potraktował nas jak bezduszne istoty, które usuwają ciąże bo im się tak podoba, bo mają taki kaprys, a to przecież nie o to chodzi. To nie jest fair, to jest szalenie krzywdzące. Pytam się co będzie dalej? Areszt, kara więzienia za poronienie? Nie mam słów.

Dziś tak jak nigdy jestem przekonana o tym, że siedem lat temu podjęłam dobrą decyzję, cieszę się, że moja córka wychowuje się w tolerancyjnym kraju, w którym jej prawa nie będą ograniczane, a Ona pójdzie drogą, którą sama sobie wybierze. To przykre, ale cieszę się, że mnie tam nie ma i chociaż wiedziałam to dziś mam już pewność, że to nie jest miejsce dla mnie, stanowczo nie. Urodziłam się, dorastałam jako wolna kobieta i taka chcę pozostać. Do dziś sama decydowałam o sobie i dalej będę to robić, bo jestem kobietą i mam do tego prawo.

Tyle.

4 Replies to “Jestem na NIE.”

  1. Sama straciłam dziecko w 9 tygodniu. Ból kure…. Nie wyobrażam sobie urodzić dziecko chore które umrze po paru minutach, godzinach max dni. 😪 To jeszcze większy bol psychiczny 😪
    Chciałam chłopaka ściągać do pl, ale jak tak będzie dalej to jednak ja wylecę do niego do uk .

    1. Bardzo mi przykro z powodu Twojej ogromnej straty. Teraz jedyne co nam zostalo to trzymać się razem, bo za chwilę zaczną nas rozliczać ze wszystkiego. Pozdrawiam Magda

  2. W wieku 21 lat zaszłam w upragnioną ciążę. Byłam szczęśliwa, czułam że się udało i już w 4 tygodniu potwierdziłam to u lekarza. Odrazu wiedziałam, czułam, że to będzie syn, nie pomyliłam się. Marzyłam o tym by mieć dziecko. Szczęśliwi cały czas szykowaliśmy wyprawkę, wybraliśmy imię. Wszystko szło pięknie. Niestety nie miałam zrobionych badań prenatalnych, usłyszałam wtedy że to nie jest potrzebne bo i w mojej rodzinie i męża nie było dzieci chorujących, do tego jestem młodą i ryzyko jest jeszcze mniejsze. Uwierzyłam, nie mówiło się wtedy tyle o tych badaniach, nie były tak popularne. Więc żyłam w tej mojej szczęśliwej bańce mydlanej do 21 tygodnia ciąży. Wtedy to na badaniu usłyszałam że dziecko jest chore, bardzo chore, widać to i muszę natychmiast udać się do CZMP w Łodzi bo być może da się coś jeszcze zrobić. Przejechała ponad 150km by tam usłyszeć że mój syn nie żyje. Jego maleńkie i również chore serduszko stanęło. Dostałam leki wywołujące poród. Mój koszmar trwał prawie 24h nim urodziłam. 24 godziny bólu fizycznego, skurczu i błagań by ktoś mi pomógł albo mnie dobił. Chciałam umrzeć, myślałam tylko o tym że nie chce już żyć… Marzyłam wtedy by odejść razem z nim… Widziałam ból na twarzy mojego męża który był przy mnie cały ten czas. Widziałam łzy w jego oczach, niemoc i jednocześnie złość na to co nas spotkało. Po 3 dniach wypisali mnie do domu. Weszliśmy do mieszkania pełnego ubranek, gadżetów dla dzieci, książek o macierzyństwie i białego łóżeczka które czekalo już na naszego synka w naszej sypialni. Na każdym kroku ludzie mi współczuli, pytali co się stało, jak to się stało….. A czemu? A dlaczego? A ja poprostu nie miałam na to sił. Zamknęłam się w domu. Nie chciałam słyszeć tych pytań, czuć na sobie tego wzroku. Rzuciłam studia bo nie umiałam tego udźwignąć. Nie nauki. Nie potrafiłam udźwignąć tych wszystkich spojrzeń, tych szeptów. Tego wszystkiego co sprawiało, że moje rany krwawiły jeszcze bardziej. Teraz wiem jedno, gdybym miała wybór, gdybym wiedziałam wcześniej to zakonczyła bym ciążę. Oszczędziła bym tego bólu sobie i mężowi. Teraz każdy mówi o ratowaniu życia dziecka. A co z matkami? Gdyby nie mąż mnie by już dawno nie było. Nie wiem czy wyszła bym z tego szpitala o własnych nogach czy nogami do przodu. A ile kobiet będzie z tym samych? Ile po powrocie do domu będzie czuło na sobie ten sam wzrok co ja, będzie słyszało to same pytania i nie dadzą rady? Ile wtedy popełni samobójstwo bo ich psychika będzie dużo słabsza niż moja, choć ja sama chciałam się zabić. To niestety ich, rządzących nie interesuje. Ale punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia. Mam nadzieję, chciała bym wierzyć w to że żadna kobieta nie przejdzie tego co ja. A jeśli spotka ją ta niesprawiedliwości to będzie miała wybór. Że kiedyś moja córka, gdyby spotkało ją to samo będzie miała wybór.

    1. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co mam Ci powiedzieć…. Jest mi bardzo przykro i czytając ten komentarz po moich policzkach spływają łzy. Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie Waszego bólu…. Aborcja, w określonych sytuacjach jest złem, a czym jest takie traktowanie kobiet? Bestialstwem. Podziwiam Cię bardzo, jesteś bardzo silną kobietą. Ściskam Cię z całych sił.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *