Czas na zmiany.


Ogólne / sobota, 5 września, 2020

Zmiany. Łatwo powiedzieć-trudniej zrobić, kto tego nie zna? Ile razy w życiu myślałam, że chcę tego czy tamtego, gdybym mogła…., chciałabym…., byłoby świetnie gdyby…. I co? Często na tym się kończyło, czasem robiłam pierwszy krok, drugi nawet się zdarzał i chociaż scenariusze były optymistyczne to koniec końców zawsze odpuszczałam, bo mi się znudziło, bo coś tam kusiło, bo demotywowały mnie już pierwsze niepowodzenia, chociaż wiele razy mówiłam, że tym razem nie odpuszczę, że dotrę do celu… Tym razem jest inaczej, mam nadzieję. Może dojrzałam i zrozumiałam, ale postanowiłam opublikować ten wpis, bo jest on dla mnie deklaracją, że podjęłam wyzwanie walki z samą sobą i wygram ja, ta lepsza ja.

Samoakceptacja to coś nad czym także pracowałam wytrwale i muszę przyznać, że misja zakończyła się sukcesem. Dziś wiem, że jestem wystarczająco dobra i nikomu niczego nie muszę udowadniać, ale nie oznacza to, że nie widzę swoich wad, że zawsze i wszędzie czuję się ze sobą dobrze, bo zawsze znajdzie się coś co można by zmienić, dlatego przyszedł czas i na mnie.

Nigdy nie byłam osobą zakompleksioną, ale nie wszystko we mnie mi się podobało. Od dziecka bywałam „papuśna” i chyba się do tego przyzwyczaiłam, ale zdarzało się w moim życiu tak, że zaczynało mi to mocno przeszkadzać i wtedy z większym lub mniejszym trudem przystępowałam do pracy. Muszę przyznać, że nawet się udawało, ale na krótko, bo chociaż w życiu jestem konsekwentna to w tej kwestii niestety nie mogę się tym poszczycić, efekty są to i musi być nagroda, w końcu tak ładnie mi poszło. I tak to było za każdym razem, powrót do starych nawyków, coś pysznego w nagrodę, coś pyszniejszego na pocieszenie i w efekcie po chwili znów znajdowałam się w punkcie wyjścia. Wspomniałam o braku kompleksów i dalej to podtrzymuję, bo niekoniecznie interesuje mnie co pomyślą inni, ale to, że spodnie mnie uwierają, a sukienki na dupę nie pasują to już zgoła inna sprawa.

Tym razem sprawa zaczęła się inaczej i trochę przez przypadek, bo od kilku lat borykam się z IBS, które utrudniało moje życie każdego dnia. Owszem dostałam odpowiednie leki, ale nikt nigdy nie pokierował mnie w sprawie żywienia, dlatego sama na podstawie obserwacji eliminowałam z diety to co mi szkodziło, ale nie do końca, bo pokusy wygrywały ze zdrowym rozsądkiem, a fakt, że powodowały ból i dyskomfort jakoś nie miały większego znaczenia, bo dobra pizza nie jest zła, prawda? Ale pewnego dnia, zmęczona już sytuacją i własną słabością postanowiłam, że od teraz wszystko się zmieni, nie od poniedziałku, nie od pierwszego, od teraz, od dziś, od zaraz i tak zrobiłam. Zmiany jakie wprowadziłam w swojej diecie spowodowały, że już po trzech dniach poczułam się jak nowa, a kiedy odkryłam, że i wspomniane spodnie uwierają nieco mniej poczułam, że chcę i że tym razem mi się uda.

Trwam w tym nowym stylu życia już piąty miesiąc i czuję się dumna i tych słów uznania wcale sobie nie szczędzę, bo zasłużyłam. Ta jedna zmiana spowodowała lawinę kolejnych pozytywnych zmian w moim życiu i nagle okazało się, że sport wcale nie jest zły, trzeba tylko znaleźć swoją drogę, że dbanie o siebie i własne zdrowie jest podstawą, bo kto to zrobi jak nie ja? Zmiany fizyczne to jedno, ale dużo ważniejsze są zmiany w głowie, które wciąż się dokonują, bo to chyba najtrudniejszy etap. Skończyły się czasy- Nowy Rok, nowa Ja i tego typu idiotyzmy, bo co jak co, ale to na mnie nie działało nigdy, dziś powiem tak: to ta sama ja, tylko głęboko wierzę, że mądrzejsza i w końcu świadoma. Stosuję wobec siebie zasadę ograniczonego zaufania, bo tak czuję się bezpieczniej i cały czas pamiętam dlaczego i dla kogo to robię- dla siebie i dla brzucha, bo w końcu nie boli, ale koniec końców to część mnie.

Zmieniło się wiele, ale sporo się jeszcze zmieni. Trzymam kciuki za siebie i za wszystkich tych, którzy walczą o siebie i dla siebie, powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *