Grunt to dobre nastawienie.


(nie)Psychologicznie / niedziela, 23 sierpnia, 2020

W codziennym życiu stykam się z ogromem pesymizmu jaki mnie otacza i właśnie to skłoniło mnie do tego aby zastanowić się gdzie podziałam się ja? Ta sprzed kilku lat, dla której pojęcie „no stress” nie istniało? Nie wiem, ale tamta ja poszłam sobie gdzieś w cholerę i mam nadzieję, że już nie wrócę.

Szczerze mówiąc to o pewnych sprawach dość szybko się zapomina i kiedy widzi się pewne cechy u innych to nie do końca jest się świadomą tego, że w nie tak odległej, jakby się mogło wydawać, przeszłości wcale nie byłam taka znowu inna. Nigdy nie byłam totalną pesymistką, chociaż optymizmu też mi brakowało, ale na to miało wpływ wiele czynników. Byłam wtedy młodsza, mniej doświadczona i przesiąknięta tym co mnie otacza. Umówmy się, nie jesteśmy chorobliwie optymistycznym narodem, o czym nieustannie przekonuję się kiedy wracam do kraju, ale udało się to zmienić. Kiedy i jak to się stało to nie wiem, ale czy to takie istotne żebym wiedziała? Nie…

Wiem natomiast jak bardzo poprawił się komfort mojego życia od tamtego czasu i jeżeli myślicie, że jestem teraz bogatsza, a problemy dnia codziennego omijają mnie szerokim łukiem, to się stanowczo mylicie. Komfort poprawił się, bo nauczyłam się pewne rzeczy rozdzielać na istotne-na które mam realny wpływ i na te kompletnie nieistotne, na które wpływu nie mam żadnego, pytanie tylko nasuwa mi się jedno-dlaczego tak logiczne rozwiązanie przyszło mi do głowy tak późno? Co mi tak naprawdę dawało martwienie się tym wszystkim, czego zmienić nie mogłam? Chyba tylko gorsze samopoczucie i najprostszą drogę do posiadania zmarszczek i siwych włosów ewentualnie. Ale stres to jedno, a ogólne nastawienie do życia to już całkiem inna sprawa, bo ono chyba najwięcej zmienia. Kiedy tak o tym myślę, to stwierdzam, że w pewnym momencie mojego życia brakowało mi pewności siebie, wiary we własne możliwości, co z kolei powodowało, że w mojej głowie pojawiały się często szaro-czarne scenariusze, a co za tym szło? Frustracja.

Pamiętam taką sytuację przed ustną maturą kiedy stojąc przed szanowną komisją tłumaczyłam sobie w duchu „luzik, bo kto jak nie ja?” I poszło. Potem w trudniejszych sytuacjach często wracałam do tych wspomnień i wiedziałam, że taka znowu chcę być. Jestem i tak jest mi dobrze, chociaż moja mama czasem uparcie twierdzi, że ja mam wszystko gdzieś, ale to nieprawda. Nie mam gdzieś ale to, że nie narzekam nie oznacza, że nie widzę problemu, ja zwyczajnie w tym czasie szukam rozwiązania.

Optymizm, pozytywne nastawienie powoduje, że nasze życie z góry wydaje się jaśniejsze, łatwiejsze i dużo radośniejsze. Zdrowy egoizm dodaje do tego jeszcze więcej radości z robienia rzeczy, których kiedyś sobie żałowaliśmy, a samoakceptacja niweluje kompleksy i pozwala cieszyć się z tego kim i jakie jesteśmy. Chociaż problemy wcale nas nie ominą to okaże się, że są o niebo łatwiejsze do rozwiązania. Po co więc to całe czarnowidztwo? Może warto spróbować to zmienić? Ja wiem, że warto.

Ostatnio pewna mądra kobieta powiedziała ” jestem wystarczająco dobra” i to święte słowa, które każda z nas powinna zapamiętać, bo od tego wszystko się zaczyna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *