Trzydzieści pięć lat minęło.


Ogólne / sobota, 29 lutego, 2020

“Nauczyłam się doceniać każdy dzień, kiedy stałam się dojrzałą kobietą. A stałam się nią, kiedy zaczęłam sama sobie wyznaczać cele, a nie przyjmować biernie, co przyniesie los.”

                                                                                       Dorota Katende

    Cholera jasna! Żarty chyba się skończyły i czas przyznać, że ten czas leci, zasuwa jak szalony a ja, jakby nie patrzeć, w miejscu się nie zatrzymałam i chociaż często o tym zapominam to ten weekend przypomniał mi, że licznik bije, a na moim koncie trzasnął kolejny rok! Jak, kiedy i dlaczego to nie wiem, ale jakby tego nie liczyć to cały czas wychodzi, że mam już trzydzieści pięć lat!!! Uwierzycie? Bo ja szczerze mówiąc nie za bardzo…

    Nie tak dawno temu, a w zasadzie kilka chwil wcześniej, kiedy miałam dwadzieścia dziewięć lat, myśl o trójce z przodu napawała mnie nie małym lękiem, bo obawiałam się, że zmiana kodu diametralnie wpłynie na moje życie, że obudzę się tego szczególnego dnia i nic już nie będzie jak dawniej. Cóż, nie do końca tak było, ale ta „trzydziestka” nie obyła się bez echa. Wspominałam już kiedyś, że te przełomowe urodziny mocno wpłynęły nie tyle na moje życie, ale na moje podejście do niego i pisałam o tym tutaj: http://zpamietnikazolzy.co.uk/2018/02/13/zycie-zmienia-sie-po-trzydziestce/

    Tym razem choć rocznica jakoś niezbyt okrągła to mam wrażenie, że dość poważna. Niby nic się nie zmienia, niby wciąż jestem taka sama, nie czuję się jakoś inaczej, ba, sprawdziłam nawet czy nie pojawiły się jakieś zmarszczki i muszę przyznać z ulgą, że wcale nie! Ale zastanawiam się mimo wszystko czy z tej poważnej okazji powinnam coś zmienić? Może lecieć do drogerii po kremy z wyraźnie zaznaczonym 35+ na opakowaniu? Czy te 30+ jeszcze dadzą radę? Czy to jest odpowiedni czas na porzucenie trampek i bluz z kapturem na rzecz trochę bardziej stonowanych ciuchów? Czy jest coś takiego co chwilkę temu jeszcze mi wypadało a dziś już zdecydowanie nie powinnam? Cholera….

   Wiecie co? Wysypałam się i zrozumiałam, że…. Uwaga… powiem brzydko…. mam to w dupie! Wiek to tylko liczby, a ja nie mam zamiaru się temu poddawać i mało tego, bo gdyby ktoś zapytał mnie czy znów chciałabym mieć dwadzieścia pięć lat, to ja z pełną świadomością i szczerze odpowiem, że nie. Tak jest mi dobrze i z czego korzystam. Patrzę na swoją dorastającą córkę i myślę- kurde, Ona już taka duża a ja wciąż jestem młoda- i tego się trzymam. Nachodzą mnie jednak wątpliwości kiedy moje dziecko krytykuje moje uwielbienie dla muzyki lat osiemdziesiątych, twierdząc, że to „staroć” i „wiocha” (trzymajcie mnie bo nie wytrzymam!), ale szybko dochodzę do wniosku, że młoda, że się nie zna i głupoty gada, bo co jak co, ale ja wiem lepiej. Mamy tyle lat na ile się czujemy i chociaż czasem bolą mnie kości to wiem, że to nie wiek, ale angielska pogoda jest temu winna, a ja? Ja się nie przejmuję, bo mówią, że życie zaczyna po czterdziestce i tak sobie myślę, że coś w tym może jednak być… Zobaczymy 😊

2 Replies to “Trzydzieści pięć lat minęło.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *