Wszystko psuje się po ślubie… Czy to prawda?


(nie)Psychologicznie / niedziela, Wrzesień 1st, 2019

Kiedyś przyjaciółka zapytała mnie czy to prawda, że po ślubie wszystko się zmienia, czy to prawda, że nawet najszczęśliwszy związek po zawarciu małżeństwa zaczyna się psuć. W owym czasie ja byłam już mężatką, miałam już także dziecko, za to Ona właśnie przygotowywała się do ślubu. Pamiętam, że to pytanie bardzo mnie zaskoczyło, bo każda przyszła panna młoda widzi przyszłość w raczej jasnych barwach i chyba nie zakłada rychłego rozpadu związku, a jednak Ona miała wątpliwości. Kiedy zapytałam ją skąd to pytanie odpowiedziała, że odkąd podjęli decyzję o ślubie wokół niej pojawiło się sporo „dobrych dusz” służących całą masą dobrych rad, które w efekcie tylko ją przestraszyły. Ja jako już ta bardziej doświadczona strona poproszona o wyjaśnienie, nie zawahałam się tego uczynić, bo jakby nie patrzeć to już pewien pogląd na tą sprawę miałam.

Zwykle wizja przyszłej małżonki jest taka: ślub, bajkowe wesele no a potem… potem tylko cud, miód i orzeszki i w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie aby tak było, ale w życiu nic nie jest niestety takie oczywiste, ale czy tutaj ślub ma jakieś większe znaczenie? Chyba nie. Założenie podstawowej komórki społecznej jest decyzją ważną i poważną, ale trudno powiedzieć aby ten fakt stał się przyczyną rozpadu związku, a już na pewno nie bezpośrednio. Mówi się, że ludzi czasem przygniata powaga tego wydarzenia, że przeraża ich deklaracja, że to tak już na zawsze, klepnięte, podpisanie i nie ma odwrotu. Czy coś w tym jest? Może i jest, ale według mnie to „psucie się” po ślubie ma inną przyczynę.

W tamtej pamiętnej rozmowie postanowiłam być brutalnie szczera, powiedzieć jak to wygląda z mojej strony, bez zbędnego słodzenia i koloryzowania. Dla mnie sprawa była jasna-sam ślub nie powoduje, że w związku przestaje się układać, a jeżeli już się tak zdarza to powodujemy to my sami. W każdym związku przychodzi moment kiedy kończy się pewien luz i zaczyna się robić coraz poważniej. Pojawiają się problemy i proza życia i tylko od nas zależy czy i jak sobie z tym poradzimy. Pojawia się dziecko, które staje się centrum wszechświata, a my zapominamy o całej reszcie, która nas otacza, nie potrafimy tego pogodzić. Z własnego doświadczenia wiem, że moment pojawienia się potomstwa oprócz tego, że jest najpiękniejszym doświadczeniem w życiu, to bywa też dużym wyzwaniem. Nagle zmienia się zupełnie wszystko. Nie jest już dwoje, jest troje i pojawia się dużo większa odpowiedzialność, kończy się pewna beztroska a rola rodziców pochłania nas zupełnie, na bok odchodzą potrzeby nasze, bo są rzeczy ważne i ważniejsze. Wiem, że przy odrobinie chęci i pracy to wszystko można ze sobą pogodzić, ale wiem to dopiero teraz, grubo po fakcie.

O tym czy związek przetrwa wcale nie decyduje ślub, który niczego nie odbiera ale też nie gwarantuje. To co przyniesie przyszłość zależy głownie od nas, ważne czy będziemy potrafili pielęgnować swoją relację, jak zniesiemy wszelkie trudności, których w dorosłym życiu często nie brakuje, jak poradzimy sobie z prozą życia bo to właśnie ona często staje się punktem zapalnym. O związek zawsze trzeba zadbać i nie ma tu znaczenia czy jest to związek małżeński czy partnerski, każdy jest wymagający i ma swoje prawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *