Małe dziecko-mały kłopot, a duże….


Kochane dzieciaki :) / niedziela, Sierpień 11th, 2019

„Nic nie jest tak szlachetne i przydatne jak dobre wspomnienie….Kto zgromadził wiele takich wspomnień z dzieciństwa, Zaopatrzył się na całe swe życie,”

F. Dostojewski

Mówi się, że “małe dziecko, mały kłopot, a duże dziecko…”, no właśnie. Ile w tym prawdy ja właśnie zaczynam rozumieć i odczuwać na własnej skórze….

Pamiętam jak to było kiedyś, niby niedawno, a jednak szmat czasu temu, wtedy wszystko było inne i chociaż bywało trudno, to dziś z pełnym przekonaniem wyznaję,  że było jednak łatwiej. Słodkie maleństwo jak ogólnie wiadomo, swoje „problemy” także ma i czasem ostro daje popalić. Ząbkowanie, bóle brzucha, zrozumie to każdy kto ma dzieci. Każdy rodzic czeka, aż dziecko postawi pierwsze kroki, ale kiedy już zacznie chodzić samodzielnie my zaczynamy tęsknić za czasem kiedy bez problemu mogliśmy je utrzymać w jednym miejscu, i tak źle i tak niedobrze. W pewnym momencie niecierpliwie wyczekujemy czasów kiedy nasza pociecha urośnie i z dnia na dzień stanie się coraz bardziej samodzielna, ale czy wtedy wszystko stanie się łatwiejsze? Nie, będzie inaczej, ale zdecydowanie nie łatwiej.

 Jakby przyjrzeć się temu dziś to jeszcze niedawno wszystko wyglądało prościej, wystarczył plac zabaw, hulajnoga czy rolki i zabawa była przednia, a basen czy wycieczka też okazywały się niezłą frajdą. Tak miło wspominam czasy kiedy moje dziecię wręcz rwało się do pomocy przy sprzątaniu, a odkurzacz i mop były szalenie ciekawymi gadżetami, ech… A dziś? Dziś odnoszę wrażenie, że te dwa gadżety diabelnie parzą a używanie ich jest najgorszą karą 😊. Kiedyś zlew w kuchni i sama czynność zmywania naczyń fascynowały, dziś naczynia zamiast w zlewie, piętrzą się na biurku, że już nie wspomnę o koszu na bieliznę, który zawsze jest nie po drodze a ciuchy zamiast lądować tam, lepiej wrzucić pod łóżko, w końcu jest bliżej prawda? Nastoletnia logika dyktowana lenistwem.

Jako rodzic ja także codziennie się uczę a poziom mojej wiedzy rośnie adekwatnie do wieku córki. Kiedyś byłam matką rozgadaną i chyba wydawało mi się, że moje gadanie jest w stanie naprawić świat, myliłam się, bo potomstwo na to gadanie staje się odporne w tempie zastraszającym, a kiedy to zrozumiałam zaczęłam działać inaczej? A jak? Bardzo prosto-zaczęłam postępować tak samo jak Ona. „Nie chce mi się”, „zaraz” czy „potem” to zwroty, które rodzice słyszą chyba najczęściej, dlatego ja także zaczęłam ich używać. Kiedy moja córka „zaraz” czy „później” zrobi to czy tamto, ja przy najbliższej okazji, kiedy o coś mnie poprosi odpłacam tym samym, a to inteligentna „bestia” i szybko łapie o co chodzi i przez jakiś czas pamięta, że „nie chce mi się” raczej się nie opłaca.

Szczytem wszystkiego jest wieczne niezadowolenie takiego prawie-nastolatka. Ty jako rodzic stajesz na głowie, żeby dać takiemu młodemu człowiekowi wszystko a tu klops… Chcesz pokazać mu świat, zabierasz tu i tam, w miarę swoich możliwości, po czym zachwycasz się, chłoniesz i podziwiasz, a młody człowiek co? Z łaską i miną cierpiącego oświadczy, że „fajnie…” i żeby nikogo to nie zmyliło, bo odpowiedź jest zwyczajnie „na odczepnego”. Jak żyć ja się pytam?

Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo i dlatego staram się nadążać za zmianami, nie zostawać w tyle, a człowiek jak wiadomo uczy się całe życie i do wszystkiego musi dojrzeć. Nie raz i nie dwa nasza cierpliwość przechodzi ogromną próbę, ale co nas nie zabije to nas wzmocni 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *