Kobieta w złotej klatce.


(nie)Psychologicznie / niedziela, Marzec 31st, 2019

Niedawno opublikowałam dla Was wpis, w którym zastanawiałam się nad „związkami biznesowymi”, nad kobietami które decydują się na związek bez miłości, związek dla pieniędzy. Dziś publikuję list jednej z Was, który ukazuje ten temat z zupełnie innej strony. Zapraszam.

„Przeczytałam Twój post i poczułam, że muszę opowiedzieć Ci pewną historię, moją historię, klasyczną bajkę o Kopciuszku, ale bez happy endu.

Byłam bardzo młodą dziewczyną, tuż po maturze. Moja głowa pełna była marzeń i planów na przyszłość. Wiedziałam doskonale czego chcę, najpierw wymarzone studia, kariera a potem mąż i rodzina. Żeby te marzenia spełnić i zarobić na studia pracowałam w restauracji, gdzie poznałam Jego. Był miły, czarujący kulturalny. Trochę starszy ode mnie, ale mi to nie przeszkadzało, bo traktował mnie jak księżniczkę. Szybko zorientowałam się, że jest „facetem z kasą”, nie robił z tego tajemnicy, ale dla mnie nie miało to większego znaczenia, zakochałam się, ale przyznam, że imponowały mi kolacje, drobne prezenty, wyjazdy….

Kiedy po kilku miesiącach poprosił mnie o rękę byłam w niebo wzięta. Ja, zwyczajna dziewczyna miałam zacząć nowe, lepsze życie. Miałam iść na studia, mówił, że w tej kwestii nic się nie zmieni, że będę mogła się spełniać. Okazało się, że nie było na to czasu, zawsze znalazł się powód, żeby odwlec to w czasie. Chciał żebyśmy nacieszyli się sobą i wspólnym życiem, jeździliśmy po świecie, były prezenty, wypady do kosmetyczki, spa i fryzjera, wspólne zakupy. Lepiej być nie może prawda? Wtedy też mi się tak wydawało.

Przyszedł jednak moment kiedy upomniałam się o „swoje”, chciałam w końcu zrealizować swoje plany i ambicje, ale moje prośby pozostały bez echa, skwitowane jednym krótkim zdaniem „Jesteś moją żoną i to Ci powinno wystarczyć”. Byłam zła i było mi przykro, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać, bo całe moje życie kręciło się wokół niego. Firmowe kolacje, bankiety, spotkania ze znajomymi to była codzienność, a ja zawsze musiałam prezentować się idealnie, pod każdym względem, nie było miejsca na gafę. Czułam się jak marionetka. Wszystkie decyzje zapadały poza mną, także decyzja o powiększeniu rodziny. Czy miałam coś do powiedzenia? Nie, On uważał, że już czas.

Bogata żona, bogatego męża? Nie, jedynie żona bardzo bogatego męża, kolejna zdobycz w jego kolekcji. Nie miałam prawa głosu, byłam żoną i matką, kobietą zamkniętą w pięknym domu. Dostawałam ciuchy ale tylko wtedy kiedy On uważał, że potrzebuję i On wybierał. Nie miałam znajomych, spotykałam się z ludźmi z którymi spotykał się On, nie było wypadów z koleżankami na zakupy czy kawę. Moje życie kręciło się tylko wokół wielkiego domu i dziecka, no i jego jeżeli akurat miał czas zwrócić na nas uwagę. Czułam się strasznie. Nigdy nie pytał mnie o zdanie, informował, że wychodzimy i mam „wyglądać”, że jedziemy na wakacje i mam się z tego cieszyć…. Nie byłam sobą, byłam kimś kogo On chciał widzieć, z dnia na dzień coraz bardziej załamana.

Życie z nim było trudne, a rozstanie jeszcze gorsze. Wiesz co oznacza rozstanie w Jego świecie? Wstyd. decyzję o rozstaniu podjęłam ja, ale On się do tego nie przyznał nikomu, mówił, że to była jego decyzja, że byłam niewdzięczna i na Niego nie zasługiwałam. Było mi to obojętne, chciałam być wolna….

Dziś żyję w małym mieszkanku w bloku z nowym partnerem. Nie stać nas na egzotyczne wakacje kilka razy do roku, drogie auto i luksusy, ale jesteśmy szczęśliwi, bo kochamy się i szanujemy, a pieniądze? Jak pisałaś mogą życie ułatwić ale wszystkiego nie załatwią. Prawda, pieniądze szczęścia nie dają.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *