Życie bez ojca.

Ostatnio napisałam tekst o stereotypach samotnej matki, po którym pojawiły się głosy, że życie dziecka wychowującego się bez ojca nigdy nie będzie w pełni szczęśliwe, że zawsze czegoś mu będzie brakowało. No cóż, jest w tym sporo prawdy, ale warto zauważyć, że każda sytuacja jest inna i trudno tutaj generalizować. Czy można być szczęśliwym dzieckiem pomimo rozbitej, niepełnej rodziny? Można, dlatego dziś chciałabym opowiedzieć Wam historię, moją historię…

Na samym początku pokuszę się o wyjaśnienie, że w tym tekście opisuję swoje własne uczucia i spostrzeżenia. Niczego nie uważam za normę oraz nie umniejszam roli ojca, nie o to tu chodzi, chcę jednak opowiedzieć Wam jak widzę to dziś, jako dorosła kobieta. Zapraszam.

Ojca w moim życiu nie było praktycznie nigdy, może gdzieś na samym początku, ale z tego okresu mam bardzo mgliste wspomnienia. Zdarzyło się tak, jak zdarza się często-rozwód, weekendowe spotkania z ojcem, niby wszystko w porządku, ale do czasu, aż rzeczony ojciec postanowił założyć nową rodzinę, niby nic nadzwyczajnego, szkoda tylko, że przy okazji zakładania tej nowej, podstawowej komórki społecznej zapomniał też o mnie. W tamtym czasie mało z tego rozumiałam, byłam małym dzieckiem, nie sądziłam, że sytuacja tak bardzo się zmieni. Coraz rzadsze spotkania, zawsze jakieś wykręty, aż w końcu coś co usłyszałam, coś co pomimo mojego bardzo młodego wieku, bardzo jasno nakreśliło mi sytuację. „Teraz każdy ma swoją rodzinę….”, ja widać do tej rodziny już się nie załapałam…. Zrozumiałam.

Pamiętam, że było mi przykro, ale bywały też momenty, że sama nie chciałam się z Nim spotykać, bo zdarzało się, że nie traktował mnie najlepiej, ale małe dzieci mają to do siebie, że dość szybko zapominają, nie rozpamiętują i nie roztrząsają w nieskończoność, chociaż nie ukrywam, że akurat to o rodzinie sobie zapamiętałam. Mimo wszystko cieszyłam się życiem, nie miałam ojca, ale miałam mamę, której dziś jestem bardzo wdzięczna za to, że nie nastawiała mnie nigdy przeciwko ojcu (to słowo nigdy nie chce mi przejść przez gardło, nawet pisze mi się ciężko), pozwoliła abym sama zrozumiała, abym sama wyciągnęła wnioski. Tak też się stało.

Stał się dla mnie naturalne, że mam tylko jednego rodzica i absolutnie nie czułam się inna czy gorsza. Czy mi go brakowało? Nie, bo tak naprawdę nigdy go w moim życiu nie było, było tak jak było i uznawałam to za sprawę naturalną. Z biegiem czasu wiedziałam, że On sam tą decyzję podjął i nigdy nie szukałam kontaktu. Na początku zapewne honor mi na to nie pozwalał, potem już zwyczajnie mi na tym nie zależało. Nigdy nie tęskniłam.

Dziś nie mam kompleksu „niechcianego” dziecka, chociaż wiem, że w jakiś sposób mnie to ukształtowało i może pewnego dnia Wam o tym napiszę. Teraz kiedy jestem dorosłą kobietą i matką rozumiem, że każdemu dziecku potrzebny jest ojciec, męski wzorzec, ale uwierzcie mi, że nie każdy z nich jest godny naśladowania.

Ja nie przeżyłam szoku po rozstaniu moich rodziców, bo byłam bardzo mała, dla starszych dzieciaków jest to na pewno dużo trudniejsze. Ja nie zdążyłam się się przyzwyczaić, że go mam i tak było łatwiej. Kiedy dorosłam doszłam do wniosku, że tak było lepiej, bo nie sądzę, że mógłby mnie w życiu cokolwiek mądrego przekazać. Po tym jak zachował się wobec mnie nie miałam złudzeń-tak musiało być. Są jednak w tej historii inne, jasne punkty-„dorobiłam” się ojczyma, który mimo tego, że pojawił się w moim życiu kiedy byłam już nastolatką, okazał się najlepszym jakiego można sobie wymarzyć, dlatego ja nie mam poczucia straty. Nie ma tego złego….

Chciałabym poznać także Wasze opinie na ten temat, Wasze historie, Wasze spostrzeżenia. Jeżeli chcecie się nimi podzielić zapraszam do komentowania.

2 thoughts on “Życie bez ojca.

  1. Wiesz, temat który opisujesz jest bardziej złożony niż się wydaje. Ja na przykład wychowywałam się w pełnej rodzinie, ale całe życie czułam się tak, jakbym nie miała ojca. Dlaczego? Bo był uwikłany w swoje słabości i toksyczne relacje. Skupiał się na sobie i swoim cierpieniu. Nie rozmawiał ze mną jak ojciec z córką, nie czułam żeby dbał o moje dobro i bezpieczeństwo, nie pomagał mi w ciężkich chwilach. Sądzę, że niejeden weekendowy tatuś nawiązał lepszą relację ze swoim dzieckiem, niż mój tata ze mną chociaż żyliśmy pod jednym dachem… Pozdrawiam.

  2. Ileż bym dała, by moi rodzice rozwiedli się, gdy byłam dzieckiem, ale nic z tego. Dorastałam w lęku, stresie. Alkoholizm ojca odcisnął na mnie, matce i siostrze spore piętno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *