Co odbiera emigracja?

Emigracja, temat trudny, a zdania bardzo podzielone, szczególnie między tymi którzy zostali a tymi, którzy zdecydowali się wyjechać. Do dziś zauważam, że najwięcej do powiedzenia mają Ci, którzy nigdy się tego nie podjęli, a jednak nie przeszkadza im uważać się za ekspertów w wyżej wymienionym temacie, no cóż, niech sobie myślą co chcą, ja swoje i tak wiem.

Jak wyjazd na obczyznę kojarzą osoby patrzące na to z boku? Życie usłane różami, w krainie mlekiem i miodem płynącej gdzie nie ma problemów i przysłowiowego bólu głowy, gdzie pieniądze lecą z nieba-nic tylko brać. Wygląda na to, że życie na emigracji tylko daje nie oczekując nic w zamian, ale każdy rozsądny człowiek wie, że życie to nie bajka, że w życiu nie ma nic za darmo, na wszystko trzeba zapracować, ale dziś chciałabym zostawić ten temat i skupić się na tym co nam emigracja odbiera?

Zacznę od tego, że wyjazd był moją własną i zupełnie świadomą decyzją, która jak wszystko w życiu niesie za sobą pewne konsekwencje, które, aby nie zwariować, trzeba „przyjąć na klatę” i żyć dalej, nie ma zmiłuj. Pisząc ten tekst nie mam zamiaru wylewać żalu, ale jedynie uświadomić komu trzeba, że nic nie jest takie proste jakby się mogło wydawać, a miniony okres Świąt Bożego Narodzenia skłonił mnie do pewnych przemyśleń, nad wszystkim tym co sobie odebrałam. Do czego doszłam?

Rodzina, to temat, który pierwszy przychodzi mi na myśl. Podejmując decyzję o wyjeździe z kraju niby zdajemy sobie sprawę z tego, że od teraz dzielić nas będzie odległość, ale prawda jest taka, że dopiero po pewnym czasie rozumiemy konsekwencje tej decyzji. Odległość, brak wsparcia i pomocy może z czasem zacząć ciążyć, ale na to nie ma recepty, a każdy z nas musi nauczyć się z tym żyć na swój własny sposób. Ja na co dzień nie mam czasu się nad tym zastanawiać, ale zdarzają się chwile kiedy mi tego wszystkiego brakuje, a święta to zawsze moment najtrudniejszy.

Decydując się zamieszkać poza granicami ojczyzny nie zdajemy sobie sprawy, że nie tylko rodzinę mieliśmy na miejscu. Zostawiamy znajomych i przyjaciół, z którymi kontakt od tej chwili będzie już utrudniony. Jasne, mamy internet, komputery i telefony, ale z czasem okazuje się, że to nie to samo, że czegoś jednak brakuje, że realny, fizyczny kontakt jest tak bardzo potrzebny, ale i z tym trzeba nauczyć się żyć.

Nie da się ukryć, że coś nas zachęca, coś nas zmusza do wyjazdu. Jedziemy więc, zaczynamy wszystko od nowa, praca, dom, szkoła, urządzanie na nowym miejscu. W pewnym momencie panuje już spokój i czujemy się jak w domu, ale czy rzeczywiście jak w domu, czy tak na sto procent? Właśnie. Ja zauważyłam pewną tendencję wśród imigrantów, w których po pewnym czasie budzi się niepokój i zwątpienie a także rozbicie, ale czym to jest spowodowane? Zrozumiałam, że to rozbicie powoduje zawieszenie między dwoma krajami, bo na obczyźnie jest nasze codzienne życie, ale nie do końca czujemy się tutaj u siebie, ale w Polsce, po latach nieobecności też już nie czujemy jak w domu, gdzie jest więc nasze miejsce?

Nie wszystko jest takie kolorowe jakim wydawać by się mogło, wszystko ma swoje ciemne i jasne strony. Jeżeli ktoś uważa, że na emigracji wszystko jest łatwe, a życie zawsze poukładane i spokojne, cóż…. musi spróbować sam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *