„Bo ja jestem kobieta pracująca…”

Kto z Was pamięta powiedzenie Ireny Kwiatkowskiej z serialu „Czterdziestolatek” : „Ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję!”? Cytat zdecydowanie kultowy, ale jak w zasadzie odnosi się do dzisiejszych czasów?

Każda z nas jest inna. Mamy inne priorytety, inne ambicje oraz potrzeby i to już zdecydowanie nie podlega dyskusji. Niektóre z nas spełniają się w domu, a inne bez pracy nie wyobrażają sobie życia. Ile kobiet tyle poglądów. Są kobiety, które uważają, że praca zawodowa odbije się na rodzinie, inne zaś twierdzą, że wszystko można idealnie ze sobą pogodzić, a kto ma rację? Tego zdecydowanie nie da się osądzić, bo każdy ma własny pomysł na życie, ale ja dziś opowiem Wam o sobie.

Kiedy rano o 4.00 zadzwoni budzik, to mam ochotę zakopać się głęboko pod kołdrą i zapaść w zimowy sen, bo kto to widział wstawać o tak barbarzyńskiej porze? No kto? Za to kiedy przychodzi wieczór, godzina 20.00 ja już nie mam mocy na nic. Powieki jakby z ołowiu, nie chcą pozostać otwarte za nic w świecie! Poczytać książkę czy obejrzeć coś w telewizji zwykle graniczy z cudem, bo mój mózg zwyczajnie i bezlitośnie domaga się snu, a że jest niezwykle godnym przeciwnikiem to walka potrafi być zaciekła, chociaż zdarza mi się poddać i odpłynąć w krainę snów :).

Niedziela to dla mnie zwykle dzień podzielony. Od rana do południa cieszę się wizją wolnego dnia, ale już w okolicy obiadu zaczynam odczuwać dreszcze a jakiś wredny głosik co rusz przypomina mi, że zaraz, już za chwileczkę jest poniedziałek i dobry nastrój czasem trafia szlag. Już wtedy wiem, że kolejny zabiegany tydzień zbliża się wielkimi krokami.

Mimo tych małych niedogodności ja nie wyobrażam sobie żyć inaczej. Nie jestem typem kobiety domowej, o nie! Wiem to na pewno. Chociaż często bywam zmęczona to wiem, że jest to zmęczenie pozytywne. Praca zdecydowanie czyni mnie lepiej zorganizowaną. Paradoks? Nie do końca, bo świadomość, że mój grafik jest napięty działa na mnie motywująco. Im mniej mam czasu, tym lepiej się organizuję i więcej spraw potrafię ogarnąć, bo wiem, że nie mam możliwości tego czy tamtego odłożyć na potem, bo potem czasu też nie będę miała.

Praca to nie tylko pieniądze. Praca to także ludzie z którymi codziennie się spotykam. Nie jestem typem samotniczki, zdecydowanie nie, dlatego do życia potrzebuję kontaktu z drugim człowiekiem, a praca także i to mi zapewnia. Daje także poczucie niezależności i świadomość, że robię coś, bo wiem, że nie usiedzę w domu na dłuższą metę. Udusiłabym się. Życie nauczyło mnie, że przy odrobinie chęci oraz współpracy bliskich, można ze sobą wiele pogodzić. Wystarczy chcieć. Proste.

Ostatnio usłyszałam, że ja to mam przekichane bo muszę chodzić do pracy. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a  każdy ma prawo do swojego zdania i ja także to własne zdanie posiadam. Fakt, ja do pracy chodzić muszę, ale pomimo narzekań w stylu „Matko, jak mi się nie chce…” to do pracy nie wyobrażam sobie nie chodzić, bo bycie kobietą „domową” nie leży chyba w mojej naturze.

A jaki wy macie pogląd na tą sprawę? Czy poświęcacie się tylko i wyłącznie rodzinie, czy jesteście „kobietami pracującymi”?  Lubicie spokój czy życie w biegu?

9 thoughts on “„Bo ja jestem kobieta pracująca…”

  1. Też tak uważam ze z pracy można wynieść wiele dobrego. Oczywiście zależy jak sie do tego podchodzi. Jak się nie lubi swojej pracy to i nie będziesz tam lubiany. to oczywiste. Też pracuje na etacie, jednak w głębi duszy zawsze chce prowadzić coś swojego i działam nieustanie nad tym.

    1. Nie ukrywam, że także chciałabym być sama sobie szefem :). Póki co nie mam na siebie planu, ale podobno na wszystko przychodzi pora. Niemniej trzymam kciuki i życzę powodzenia. Pozdrawiam. Magda

  2. Ma 3 dzieci i już od dłuższego czasu nie pracuję. Razem z mężem doszliśmy do wniosku, że takie rozwiązanie będzie najlepsze póki dzieci są małe. Jakbym poszła do pracy, byłabym wiecznie na zwolnieniach zdrowotnych na dzieci. Oczywiście tęsknię do pracy i ludzi. Mam ochotę odpocząć od tego domowego młyna. Kiedy jest mi strasznie ciężko, to zadaje sobie pytanie: czy gdyby jutro kończył się świat żałowałabym mojego wyboru? Póki co odpowiedź zawsze brzmi NIE. Takie pytanie warto sobie raz na jakiś czas zadać, że by zobaczyć czy droga na której jesteśmy jest dla nas.

    1. Oczywiście masz rację. Ja mam jedno dziecko i już całkiem duże, więc zdaję sobie sprawę, że jest mi łatwiej. Ja absolutnie nie chciałam nikogo urazić tym wpisem. To co opisałam jest wyłącznie moim punktem widzenia w mojej obecnej sytuacji. Gdybym miała troje małych dzieci ten wpis zapewne wyglądałby zupełnie inaczej :). Ktoś mi ostatnio powiedział, że mam „przekichane” bo muszę pracować. Zdaję sobie sprawę, że każdy ma inną sytuację oraz inne potrzeby, ale to co usłyszałam zmotywowało mnie do napisania tego tekstu. Ja lubię tak, ktoś lubi inaczej i trzeba to uszanować. Pozdrawiam serdecznie. Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *