Kobieta „pod pantoflem”.


(nie)Psychologicznie / środa, 14 marca, 2018

W codziennym życiu dużo słyszymy o „pantoflarzach”, czyli mężczyznach, którzy w zupełności podlegają swojej żonie czy partnerce. Słuchają „rozkazów”, robią wszystko czego kobieta sobie zażyczy, nie posiadają bądź nie potrafią wyrażać własnego zdania. Z reguły taki mężczyzna traci szacunek, nie tylko mężczyzn ze swojego otoczenia ale również znacznie traci w oczach swojej partnerki. „Pantoflarstwo” zwykle nie jest widziane dobrze, ale jak to wygląda z drugiej strony? Czy kobieta uległa swojemu partnerowi to normalne, nie budzące zdziwienia zjawisko? Czy to także „pantoflara”?

Lata temu, kobieca uległość nie budziła niczyjego zdziwienia. W czasach kiedy panował zupełnie inny model rodziny najczęściej to mężczyzna był głową, osobą decyzyjną i jedynym żywicielem rodziny, a rola kobiety często sprowadzała się do prowadzenia domu i wychowywania dzieci. Nikogo to nie dziwiło, ale dziś mamy już inne czasy, jest XXI wiek a w związkach panuje idea partnerstwa, czy w takim razie kobiety dalej „siedzą pod pantoflem”?

Niestety w dzisiejszych czasach takie zjawisko istnieje nadal i chociaż często budzi sprzeczne emocje. Niektórzy wciąż są zdania, że kobieta powinna „siedzieć cicho” i to wywołuje u mnie dreszcze. Siedzieć cicho? Co to znaczy? Siedzieć w domu, prać, sprzątać, gotować i przytakiwać aby uczynić swego mężczyznę szczęśliwym? Niestety wciąż często to słyszę i nie wierzę, że taki model wciąż funkcjonuje. A jednak.

Zdarza się, że kobiety rozpoczynając nowy związek nie zdają sobie sprawy z pierwszych objawów dominacji partnera, bo kiedy On pyta gdzie i z kim wychodzi oraz o której godzinie wróci, biorą to za troskę. Dobrze, zgodzę się, że w samych pytaniach nie ma nic złego, ale problem pojawia się kiedy kobieta musi pytać o pozwolenie, a uwierzcie mi, że takie sytuacje także się zdarzają. Dodatkowo rozliczanie z każdej minuty także nie wróży niczego dobrego. Jesteśmy dorosłe i możemy decydować same o sobie.

W związku partnerskim nie ma miejsca na rozkazy czy zmuszanie do czegokolwiek. Nie musimy zgadzać się zawsze i na wszystko tylko po to, aby nasz partner odczuł satysfakcję. Nie powinien mieć ostatniego zdania w sprawie planowania na przykład nowej fryzury. Oczywiście każda rada jest mile widziana, ale kiedy chcę podciąć włosy to je podetnę i nie ważne dla mnie jest w tym momencie, że On woli długie. Nie będę przecież hodować rozdwojonych końcówek prawda?

Przykładów mogłabym znaleźć wiele, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to aby mimo wszystko posiadać własne zdanie. Nie chcemy czegoś zrobić, poinformujmy o tym partnera, bo nasze milczenie On najpewniej bierze za zgodę. Mówmy spokojnie i otwarcie o naszych potrzebach i obawach, bo to bardzo ważne. Pamiętajmy, że czym innym jest łagodna sugestia a czym innym narzucanie własnego zdania. „Pantoflarstwo”, obojętnie w którą stronę, nie jest niczym dobrym, no chyba, że komuś to naprawdę odpowiada- nie mi to oceniać. Bądźmy sobą i tyle!

 

5 Replies to “Kobieta „pod pantoflem”.”

  1. Kochana fajny tekst i taki prawdziwy chociaz rozliczanie z kazdej minuty badz proszenie o zgode potraktowalabym to juz jako znecanie psychiczne… i to czesto jest mylone z pantoflarstwem.

  2. Witam was ,to jest moje drugie małżeństwo i nie wierzę w udane związki oraz prawdziwej miłośći.Mam piątkę dzieci gdyby nie one to było by mi łatwiej podjąć decyzję a tak muszę w tym tkwić .co mam opowiadać mam przesrane życie i czasem nie chce mi się żyć ,nawet zmuszam się cieszyć że mam dzieci nie mam nic 🙁 dzwonię do swojej rodziny dostaje opiernicz że rozmawiam przez telefon a dzieci są przez chwilkę są zaniedbane, nie mogę mieć przyjaciół bo wszystkich spotykam zły ludzi ,nie maluje się nie kupuje ubrań jakie mi się podobają ,nie wychodzę nigdzie mam wrażenie że nawet nas czasami się wstydzi woli sam iść załatwiać , nawet jak nie mam ochoty na sex to po na mówię ulegnę mało tego mam problem patrzeć na swoje potrzeby takie jak zjeść iść do toalety czy umyć zęby małżeństwo to dla mnie to tortury nie mogę nic powiedzi3ć muszę wysłuchać nie mogę przerywać jak on mówi a jak mi zadaje pytanie i nie mam ochoty odpowiadać to wścieka się i wymusza mało tego czepia się drobiazgów .dzieci go bardzo kochają ale zaczyna tak samo robić z moimi synami z pierwszego małżeństwa wmawia że są głupie że nie myślą a bardzo dobrze się uczą ,czuje że więdne i nie wiem kim dla niego jestem dużo razy zadaje sobie pytania czekam aby dzieci tylko dorosły .Najgorsze jest to że ja w siebie nie wierzę .Może popełniam błędy za mało się staram? Już w ogóle się nie śmieję tylko przy filmie komedie albo czasem włonczę komedię romantyczną i sobie pomarzę.z godzin i minut też mnie rozlicza a do koleżanki jak wyjdę to muszę zapytać czy mogę iść i tylko na godzinę i ze wszystkim dziećmi idę nie mogę robić w domu co chcę jak mi uda się namówić żeby mi coś kupił to mi wypomina chyba to tyle.

    1. Mam ciarki czytając ten komentarz i szczerze przyznam, że nie wiem co mam Ci powiedzieć…. Ciśnie mi się na usta „odejdź!, uciekaj!” Itd ale doskonale zdaję sobie sprawę, że to łatwo powiedzieć, więc nie powiem. Mam jednak nadzieję, że uda Ci się z tego wyrwać, bo nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Ściskam Cię mocno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *