Podobno jestem perfekcyjna….

Doznałam szoku, absolutnego i ogromnego szoku. Do tej pory zdawałam sobie sprawę jak mogą postrzegać mnie ludzie: uśmiechnięta, miła (tak, czasem i tak się zdarza), wredna i złośliwa, wyszczekana, pewna siebie itd, ale podobno jestem także dobrym człowiekiem…. Ale dziś coś się zmieniło, dziś dowiedziałam się, że jestem perfekcyjna! W życiu bym na to nie wpadła. Skłoniło mnie to jednak do zastanowienia się nad tym stwierdzeniem i rozgryzienia na jakiej podstawie takie wnioski mogły zostać wysunięte i oto czego się dowiedziałam.

Jestem normalną osoba prowadzącą zwyczajne życie. Pracuję, wychowuję dziecko i prowadzę (jakkolwiek to brzmi) dom i aby to wszystko usprawnić wprowadziłam pewne elementy organizacyjne, dzięki którym trochę łatwiej mi to wszystko ogarnąć, ale czy to mnie czyni perfekcyjną? Nieee, aż tak daleko bym się nie posunęła.

Moje życie może przypominać pewien schemat dla widza stojącego z boku, ale nie są to sztywne ramy, poza które nigdy nie wychodzę, bo to zdecydowanie nie leży w mojej naturze :), ale nieodpartym faktem jest, że nie lubię utrudniać sobie życia. Weźmy na przykład tak prozaiczną czynność jak gotowanie, bo ten element mojego życia w niektórych kręgach budzi zdziwienie, no może nie samo gotowanie, ale przede wszystkim jego organizacja, a co w tym jest takiego szczególnego? Cóż ja nie lubię się przemęczać i tracić cennego czasu dla siebie więc i tą nieodłączną część swojego życia zwyczajnie dopasowałam do swoich potrzeb. Moja praca, szkoła córki nie powoduje, że zapominamy o jedzeniu, a że ja nie przepadam za staniem w kuchni przy garach rano o 4.00, dlatego wole postać przy nich wieczorem, a rano… No cóż kto rano wstaje, temu kawa się należy, a już kawa w spokoju…. Zdecydowanie i niezaprzeczalnie.

Pranie, sprzątanie, prasowanie itd, kto tego nie zna? Kogo stać na to żeby te czynności pominąć? Nie wiem, a ponieważ mnie akurat nie stać więc i tutaj organizacja zdała egzamin. Nie jestem zbzikowana babką latającą z odkurzaczem w jednej a ścierką w drugiej ręce, ale cholera na dłuższą metę bałagan mi przeszkadza, więc po pierwsze staram się go nie robić (co przyznam szczerze średnio mi wychodzi), a po drugie ogarniać w miarę na bieżąco, a potem co? Czas na to co sprawia mi przyjemność. Prasowanie? Cóż nie przepadam za tym zajęciem, ale cóż ja mogę? Poświęcam więc godzinę w weekend (czas nie do końca zmarnowany bo od czego jest apka Netflix?), co skutkuje rzędem wyprasowanych mundurków szkolnych w szafie mojej córki, a ja? Przez resztę tygodnia żelazka nie oglądam 🙂

Czy to jest perfekcja? Nie, uwierzcie mi to jest zwyczajny egoizm, dzięki któremu mam więcej luzu i czasu na inne, zdecydowanie ciekawsze rzeczy. Są oczywiście w moim „grafiku” rzeczy nie do ruszenia, bo wiadomo, praca nie poczeka, jeść trzeba, a dziecko nie może iść do szkoły w pogniecionym ubraniu (chociaż nie wiem czy jej jakoś szczególnie by to przeszkadzało), ale wszystko inne można przesunąć i to wcale nie znaczy, że po jednej pominiętej rzeczy nie będę w nocy spać. Nie jestem doskonała i do tego nie dążę, ale ludzie… po co sobie utrudniać życie? Dlatego ja robię tak, żeby z niego jak najwięcej skorzystać. Proste.

1 thought on “Podobno jestem perfekcyjna….

  1. Perfekcyjna pani domu…gdzie te moje białe rękawiczki?
    Jeżeli można coś zrobić na skróty… śmiało. Jednak tak jak piszesz: są rzeczy, których nie ominiemy… Pranie, prasowanie, latanie na mopie…
    Ahh tak. Gdzie moja służba… Oj… Umarła? Twierdzenie w przypadku normalnego życia, że ktoś jest perfekcyjny, bo posiada porządek… no gratulacje. Nie chcę widzieć jak mocodawca tych słów żyje w brudzie itp… Nie polecam.
    Ps. Kawa z rana… 🙂 I sprawy nie do ruszenia w grafiku 🙂 Skąd ja to znam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *