Bo na szczęście trzeba sobie pozwolić.

Szczęście…. Czym ono jest podobno każdy wie. Z czym się kojarzy? Z uśmiechem, radością, nutą beztroski, miłością i wszystkim tym,  czym tam sobie tylko wymarzymy. Niby proste, niby mało skomplikowane, tylko brać, ale…

Nie wszystko, niestety, jest takie proste na jakie wygląda a życie każdego z Nas doświadczyło mniej lub bardziej, dlatego są między nami osoby, które na szczęście nie chcą, lub nie potrafią sobie pozwolić. Brzmi zaskakująco? Brzmi niemożliwie? A jednak dzieją się na tym świecie rzeczy niewyjaśnione…

Wyobraźcie sobie sytuację: Ona po przejściach, twarda i niezależna babka poznaje Jego, historia jakich wiele… Jest fascynacja, może zauroczenie, są także motyle w brzuchu, o których istnieniu Ona już dawno nie pamięta. Wszystko piękne, wszystko cudowne, coś się dzieje i Ona jest szczęśliwa, czego można chcieć więcej, co więc stoi na przeszkodzie? Ona, ona sama i paraliżujący strach…. Następuje w tył zwrot.

Pierwsze pytanie, które w tej sytuacji może się nasunąć to „dlaczego?” i tutaj właściwie pojawia się problem, pojawia się konflikt, bo nie „nie chcę”, „boję się” bierze górę nad „chcę” i „potrzebuję”, a powodem tego wszystkiego jest życie i doświadczenie jakie nam przyniosło. Nagle i bez ostrzeżenia okazuje się, że wszystkie pozytywne emocje znikają a na ich miejscu pojawia się zwątpienie, a w głowie rodzą się setki pytań: „po co mi to?”, „co będzie dalej?”, „czy to ma jakiś sens?”. Motyle uleciały a na ich miejscu został smutek i frustracja. Dlaczego tak się dzieje?

Doświadczenie zbierane przez lata powoduje, że czasem budujemy wokół siebie mur, który wyższy i mocniejszy, z każdym dniem staje się dla nas idealną, jak mogłoby się wydawać ochroną, bo im większy mur tym mniejsza szansa na ponowne zranienie, jednak czasem to może obrócić się przeciwko nam. Czujemy się bezpiecznie w świecie, który sami sobie zbudowaliśmy, bronimy go ze wszystkich sił, bo w końcu mamy to do czego dążyliśmy-spokój. Zamykamy się w mydlanej bańce, przez którą wciąż widzimy otaczający nas świat. Mamy wokół siebie ludzi, których chcemy mieć, ale gdzieś w głębi serca czegoś brakuje, czegoś do czego tak trudno się przyznać….

Pojawia się ktoś kto w zbudowanym murze tworzy lukę. Podoba nam się to, coś się zmienia a życie nabiera innego koloru, ale w pewnym momencie budzimy się ze snu i przypominamy sobie, że miałyśmy być silne, że to nie tak miało być, że nie możemy tracić kontroli nad sobą, uczuciami i swoim życiem, a Jego zaczynamy traktować jak przeciwnika, a może nawet wroga…

Wiele kobiet uważa, że ma pecha do mężczyzn, że nie może trafić na tego właściwego, ale wiele z nich, niestety, na szczęście sobie nie pozwala. Boją się ponownej krzywdy, złamanego kolejny raz serca, zawiedzionych nadziei a przy każdej próbie złamania ich oporu, wpadają w panikę. Czują żal i smutek, bo nie wyszło po raz kolejny, bo są niewystarczająco dobre i na nic nie zasługują, ale to nie prawda…

Każdy człowiek zasługuje na szczęście, ale ważne jest aby dać sobie na to szansę. Strach jest zrozumiały do momentu kiedy nie okazuje się paniczny. Taka sytuacja nie ma idealnego wyjścia, bo w każda możliwość okazuje się przerażająca. Z jednej strony myśl spróbuję, raz się przecież żyje, a z drugiej myśl, że to nie ma sensu, nie ma przyszłości, bo w zasadzie i tak z tego nic nie będzie, aby w końcu dojść do wniosku, że lepiej nic nie zmieniać zostawić tak jak było. ale czegoś jednak brakuje…

Jest to sytuacja bardzo trudna, wymagająca wiele pracy nad sobą, ale walka którą podejmiemy przypomni nam, że zasłużyliśmy, że na nic nigdy nie jest zbyt późno, że my także chcemy być szczęśliwi…

 

4 thoughts on “Bo na szczęście trzeba sobie pozwolić.

  1. Dokładnie… Zbudować mur, otoczyć się nim… Jednak… zawsze znajdzie się taka osoba, co ten mur nie będzie burzyć a zacznie go rozbierać. Tak długo jak potrzeba i tak sumiennie aż w końcu będzie mógł go przekroczyć. I tutaj pojawia się strach… Z jednej strony. Choć z drugiej… Dlaczego nie zacząć go budować ponownie tylko z tą osobą po naszej stronie tego muru.
    Trzeba pamiętać, że to nadal jest „nasz” mur i nadal możemy kogoś przez niego wywalić na drugą stronę… strach tutaj jest zupełnie niepotrzebny.
    Jak zwykle… Potrzeba czasu i chęci( sam nie wiem czego więcej) aby dokonać tego… I musimy być przekonani o jednym… o wzajemnym zaufaniu.

    1. Hmm… Nie mogę się z Tobą nie zgodzić, absolutnie nie mogę, ale zauważ, że Twoje podejście do tematu w przypadku innych mężczyzn nie jest już takie oczywiste, niestety. Pozdrawiam Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *