Dlaczego jesteś sama?

Ten dzisiejszy świat wciąż mnie zadziwia! Jak już niejednokrotnie podkreślałam, żyjemy w XXI wieku i każdy z nas powinien mieć nieco świeższy pogląd na życie nowoczesnej kobiety, ale nie… No nie da rady!

W ostatnim czasie ciągle padają pod moim adresem pytania na temat mojej tak zwanej „samotności”, a ja zaczęłam podejrzewać, ze może to jakaś epidemia ogarnęła moje otoczenie? Nie rozumiem tego zjawiska i obawiam się, że nawet nie chcę się w to wspomniane zjawisko zagłębiać, ale zastanawia mnie skąd to nagłe masowe zainteresowanie szczególnie ze strony osób znanych mi jedynie na „cześć-cześć”?

Słyszałam już teksty w stylu „młodość Ci ucieka”-tak jakby w wieku trzydziestu trzech lat już wszystko było przesądzone, oraz „A Ty się nie boisz?”-a czego właściwie mam się bać? Moje (i nie tylko moje) dotychczasowe doświadczenie podpowiada mi, że  mężczyzna u boku nie zawsze oznacza poczucie bezpieczeństwa, więc o co ten hałas? Komu to tak właściwie przeszkadza i z jakiego powodu? Jest to tym bardziej zastanawiające, że ja nie jestem typem osoby zwierzającej się na prawo i lewo, nie dzielę się swoim życiem z przypadkowymi osobami, więc co jest?

Jakiś czas temu pisałam o tym, że życie zaczyna się po trzydziestce (link znajduje się tutaj http://zpamietnikazolzy.co.uk/2018/02/13/zycie-zmienia-sie-po-trzydziestce/). Ja wciąż z dnia na dzień przekonuję się, że to prawda, dziś wiem, że dojrzałam i podejmuję własne dojrzałe decyzje. Robię tak jak uważam i tak jak mi pasuje. Jestem szczęśliwa w punkcie, w którym obecnie się znajduję, a czy właśnie to nie jest najważniejsze? Doceniam swoją niezależność, która dodaje mi siły, bo wprost nie znoszę uczucia zależności, potrafię docenić partnerstwo, ale zależność nie ma z tym już wiele wspólnego.

Zdarzyło mi się już usłyszeć zarzut, że szukam księcia z bajki, co szalenie mnie zaskoczyło. A więc przyszedł czas na oświadczenie-otóż ja nie szukam ani króla ani księcia, ani nawet pazia, bo w życiu nie ma nic na siłę. Coś się albo wydarzy albo nie. Ktoś się pojawi albo nie, ale to wciąż nie oznacza, że powinnam wchodzić w związek, który wiem, że nie ma racji bytu, nie muszę tkwić w związku, w którym nie czuję się spełniona i szczęśliwa, a już szczególnie kiedy wiem, że do niczego mnie nie zaprowadzi.

Czasem to los decyduje za nas, drwiąc z nas okrutnie, ale równie często zdarza się, że jesteśmy z singlami z wyboru i to wcale nie oznacza, że coś z nami jest nie tak. Na tym polega świadomość siebie, świadomość własnych potrzeb aby w życiu robić to co nas uszczęśliwia. Ja absolutnie nie zamykam się na to co los zechce mi ofiarować, ale także nie czekam bezczynnie. Spełniam się i jestem szczęśliwa a co będzie dalej to już czas pokaże 🙂

4 thoughts on “Dlaczego jesteś sama?

  1. hyhy, bycie singlem rodzi pytania, ale podobnie jest jak jesteś zbyt długo po prostu w związku – bo pojawiają się pytania – kiedy ślub/dzieci/mieszkanie itp. 😉 mnie zawsze rozwala to wchodzenie z butami w czyjeś życie. żyjemy tak, bo tak nam właśnie pasuje. i tyle. 🙂 podobnie jest z byciem singlem, lepiej być samemu niż z kimś kto się totalnie do tego nie nadaje. 😉
    pozdrawiam serdecznie.

  2. Nie wiem gdzie mieszkasz, bo to też jest istotne. W Londynie nikt mnie się nie dopytywał o takie sprawy, a też tam mieszkałam, jedynie z tą różnicą, że przebywałam w środowisku Brytyjczyków, a nie Polaków. Pochodzę ze Szczecina – tam też raczej nikt mnie o to nie pytał, no …. może moja mama, bo tata wolał jednak bym robiła w życiu to, na co mam ochotę, a potem dopiero wychodziła za mąż. Następnie przeprowadziłam się do Warszawy i tu dopiero się zaczęło …

    Okazuje się, że Warszawa to jeden wielki zaścianek. Tutaj dopiero zaczęły się te idiotyczne pytania, uwagi … wchodzenie w czyjeś życie swoimi często brudnymi buciorami. Długo zastanawiałam się dlaczego tak jest i chyba wiem (przynajmniej częściowo) o co chodzi. Warszawa jest w sumie bardzo fajnym miejscem dla młodych osób, bo można się tutaj zgubić, robić co chce. Przyjechałam tutaj ponad 15 lat temu, ponieważ mój wówczas chłopak pracował w tym mieście. Nie byłam przekonana do przeprowadzki, ale czego to laska nie zrobi dla swojego faceta będąc bardzo młodą osobą. Czas mijał, jedna praca, druga praca, trzecia. Gdzieś po drodze chłopak oznajmił, że poznał inną pannę. Byłam już „zainstalowana” na stałe w stolicy. Zaraz potem kupiłam własne mieszkanie, które spłaciłam w ciągu 8 lat. Poznałam kolejnego mężczyznę, ale to ja go zostawiłam ze względu na jego paskudny egoizm. Potem już byłam podejrzliwa i przestało mi zależeć na stałym związku …. z kimkolwiek.

    W międzyczasie zaczęłam zauważać, że coraz więcej osób zainteresowanych jest moim życiem, tym bardziej że zostawiłam pracę w dobrej korporacji na wysokim stanowisku i rozpoczęłam nowe zawodowe życie na swoim. Owszem zarabiam mniej, ale wystarczająco dobrze bym mogła funkcjonować na satysfakcjonującym mnie poziomie. Znajomi zaczęli dopytywać się, dlaczego wciąż jestem sama. Pytania te są strasznie męczące i ich częstotliwość sugeruje, że faktycznie ze mną jest coś nie tak. Sęk w tym, że ja wcale nie czuję się samotna…. Robię co lubię, bez presji szefa, czasu i do tego zarabiam niezłe pieniądze. Nie mam faceta? No trudno, ostatnio nie poznaję nowych i fajnych jednocześnie mężczyzn. Owszem, poprzez pracę poznaję mężczyzn, ale nie myślę o nich w kategoriach mój przyszły mąż. Z resztą wielu z nich jest albo żonata, albo w co najmniej stałych związkach.

    Zaczęłam nieco analizować sobie w głowie te różne przypadki kiedy ktoś zadaje mi takie niewygodne pytania. Po dłuższym czasie zauważyłam, że jakieś 90% z nich to osoby z małych miasteczek i wsi, czyli tzw. „słoiki”, głównie ze wschodniej i południowej Polski. Dziewczyny przyjechały na studia, albo zaraz po studiach do Warszawy i ich głównym celem życiowym jest wyjść za mąż – serio. Wiele z nich to nawet po paru miesiącach randkowania już zaprowadziłyby mężczyznę do ołtarza. Chodzą na imprezy gdzie można poznać zasobnych mężczyzn. Najgłośniej krzyczą w trakcie orgazmu, a po ślubie, tym bardziej po urodzeniu dziecka ich zainteresowanie seksem dziwnie spada …. Mężowie też zaczynają mieć dość tej sytuacji, tym bardziej że z niezłej laski w domu za chwilę mają mniej zadbaną kobietę, która chodzi po mieszkaniu w dresie i byle jak spiętych włosach …. Nieźle udawały przed ślubem aby tego męża znaleźć. Potem te same dziwią się, że ich mężowie zaczynają romanse pozamałżeńskie. Skąd o tym wiem? Bo same o tym mówią na babskich spotkaniach, na forach internetowych. Czy są one szczęśliwe? W pewnym sensie tak, bo osiągnęły to, co chciały przyjeżdżając tutaj. Dla nich ważne jest by ktoś zarabiał, a one – wydawały te pieniądze, bo są żoną i matroną w jednym, a więc im się należy. I to właśnie te moje koleżanki, poznane głównie w pracy, panienki z małych miasteczek mają najwięcej do powiedzenia w tej materii i to one przyjechawszy do dużego miasta i przenoszą tu swoje małomiasteczkowe myślenie o zamążpójściu. Chcą żyć tak jak w swoich stronach gdzie wszyscy o sobie wiedzą wszystko. Nigdy z ust Warszawiaka, czy osoby z innego dużego wojewódzkiego miasta nie usłyszałam „Dlaczego jesteś sama”?

    Mam nadzieję, że swoim wpisem nikogo nie obraziłam, bo nie było to moją intencją. Wśród kobiet pochodzących z małych miasteczek mam też bardzo lojalne koleżanki, które myślą podobnie do mnie … jednak są to wyjątki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *