Nie radzę sobie, czyli życiowa sierota.

W otaczającym nas środowisku coraz częściej stykamy się z osobami, które nie radzą sobie ze swoim życiem, a każda nawet najmniejsza sprawa do załatwienia w ich przekonaniu jest niewykonalna. Nie umiem, nie potrafię, nie wiem jak-to tylko kilka przykładowych wytłumaczeń, które z reguły serwują osoby nieporadne. Zastanawiam się czasem ile w tym wszystkim nieprzystosowania do życia a ile zwyczajnego lenistwa?

Brak zaangażowania, nieporadność i wiecznie towarzysząca panika skutecznie zaburzają normalne funkcjonowanie, co nierozerwalnie wiąże się z wiecznym przerzucaniem odpowiedzialności na innych oraz nieustannym szukaniem winnych. Skąd to się bierze? Nie jestem psychologiem, ale jestem za to typem obserwatora i mam wrażenie, że duży wpływ na takie zachowanie ma jednak wychowanie. Zdarzają się osoby, którymi od najmłodszych lat sterowali rodzice-tu idź, tam nie idź, zrób tak,a tak nigdy nie rób, z tą osobą się spotykaj, a ta nie jest dla Ciebie odpowiednim towarzystwem, a potem nagle okazuje się, że młody człowiek nigdy nie mógł decydować o sobie, nigdy nie podejmował decyzji i nie mierzył się z ich konsekwencjami. Taka osoba najpewniej nie poradzi sobie w przyszłości, bo zawsze będzie potrzebowała kogoś kto pokieruje odpowiednio, kto podejmie decyzję, bo życiowa sierota nie lubi odpowiedzialności, a za to chętnie wszystko przerzuca na innych.

Kolejnym powodem może być zwyczajny strach przed życiem, który według mnie powodowany jest totalnym brakiem pewności siebie. Strach przed konsekwencjami jest tak paraliżujący, że uniemożliwia podjęcie jakiejkolwiek decyzji. To co dla większości jest logiczne dla życiowej sieroty może być barierą nie do przeskoczenia, dlatego nieustannie potrzebuje pomocy, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że jest przekonany, że mu się to należy. Czasem już sama zastanawiam się czy to tylko brak pewności siebie i nieporadność, a może to już zwyczajne lenistwo? Pewnie coś w tym jest….

Ja, jako osoba dość twardo stąpająca po ziemi i ceniąca sobie niezależność, nawet przy najlepszych chęciach i dużej dozie tolerancji nie jestem w stanie tego pojąć. Owszem, jak każdy zwyczajny człowiek ja także czasem potrzebuję pomocy i wtedy także o nią proszę, ale nie oczekuję od otoczenia wiecznej gotowości i chęci do jej niesienia. Pamiętam o tym, że wszelkie problemy czy niepowodzenia są wynikiem mojego postępowania, czy podjętych przeze mnie decyzji.

Jak więc takiej osobie pomóc? Jakim sposobem zmusić ją do samodzielnego działania i wzięcia odpowiedzialności za swoje życie? Może skok na głęboką wodę okaże się tu najlepszym sposobem? a może jednak metoda małych kroczków? W każdym przypadku jest nieco inaczej i „terapię” trzeba zwyczajnie dopasować do zainteresowanego.

Drogi „niezaradny” pamiętaj, życia za Ciebie nie przeżyje nikt i nikt inny za nie odpowiedzialności nie weźmie. Postaraj się działać na własną rękę, zacznij od najprostszych rzeczy a może poczujesz jak rośnie w Tobie siła. Nie skupiaj się na szukaniu winnych, bo tylko bez sensu tracisz energię. Doceniaj i ciesz się z każdego, nawet najmniejszego swojego sukcesu, nie roztrząsaj zanadto porażek-wyciągnij lekcję i walcz dalej, bo wkrótce sam się przekonasz, że można!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *