Czego moglibyśmy pozazdrościć Anglikom?

W tym roku mija pięć lat mojej bytności w UK, co już skłania mnie do pewnych przemyśleń na temat tego co nas łączy a co różni i właśnie na różnicach  dziś postanowiłam się skupić. Chociaż Anglia tak jak Polska jest krajem Europejskim i wydawać by się mogło, że niewiele nas dzieli, ale różnice są i to czasem całkiem niemałe.

Pierwszą zasadniczą cechą Anglików, której troszkę Polacy mogliby zaczerpnąć jest luz, zwyczajny życiowy luz.  Kolejki w sklepach, u lekarza czy na poczcie? Nie ma problemu, nie ma powodów do marudzenia, przecież nikomu się nie spieszy prawda? Faktycznie, tempo życia jest tutaj nieco inne i na początku miałam wrażenie jakby toczyło się ono w zwolnionym tempie. Bardzo mnie to na początku dziwiło, a czasem nawet denerwowało, bo jak można tak żyć, no jak? Okazało się, że jednak można i chociaż ja często jestem w biegu to nie czuję tej presji czasu, która zwykle bywa ciężarem.

Problemy, któż ich nie miewa? Jak każdy z nas mieszkańcy Wysp miewają je także, ale ich podejście do problemów przeciętnego Polaka mogą zaskoczyć. Nie ma umartwiania się i wszechogarniającej paniki. Jest problem? Musi być i rozwiązanie. Proste. Wydawać by się mogło, że mają lekkie podejście do życia, ale to nie do końca tak jest. Zdarzają się ludzie, którzy faktycznie i zawsze wszystko mają gdzieś, ale to już inna sprawa. Przeciętny Brytyjczyk nie lubi się martwić i właśnie to powinien zrozumieć każdy z nas-zamartwianie się niczego nie rozwiąże, bo tutaj potrzebne jest działanie.

Anglik w pracy? Bez stresu, bo i po co? Każdy ma swoje tempo i za nic w świecie tego zmienić się nie da. Przy godzinowej stawce, zasada „czy zrobię mniej czy więcej to i tak tyle samo zarobię” zaczyna nabierać sensu. Im się nie spieszy i ba! Oni najmniejszego powodu do pośpiechu nie widzą. Tutaj zasadniczo pojawia się konflikt interesów-oni za wolno, co nam często przeszkadza, my za szybko, więc psujemy rynek. Czasem mam wrażenie, że dobrze byłoby się w akurat tej kwestii dostosować, ale nie, bo my nie potrafimy-niestety.

Wspominałam już kiedyś, że na początku zachłysnęłam się nieco tym życiowym luzem. Dziś osiągnęłam już równowagę, ale martwienie się na zapas porzuciłam, mam nadzieję, bezpowrotnie. Zrozumiałam, że to niczego nie załatwia ani nie ułatwia. Nauczyłam się, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście tylko trzeba się skupić na szukaniu.

Na temat edukacji także już pisałam, więc nie będę się zbędnie rozpisywać, ale dodam, że tutejszy system jest bardzo przyjazny dziecku i bardzo to doceniam. Podejście lekarza czy stomatologa do pacjenta także godne pozazdroszczenia, ekspedientka w sklepie, czy pani w urzędzie- miła i uśmiechnięta, zawsze chętna do pomocy i trudno się z tym nie zgodzić.

Mentalność Brytyjczyków zdecydowanie mogłaby być zaraźliwa, ale nie w 100%, bo wad im także nie brakuje. Są rzeczy na tym świecie, które dziwią mnie nieustannie i chyba już nigdy nie przestaną, ale to pozostawię już na kolejny wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *