Urlop- misja niemożliwa.

Planowanie urlopu, czy wyjazdu zwykle kojarzy się z ekscytacją, a już samo oczekiwanie tylko tą ekscytację potęguje. Snujemy plany i wyczekujemy zbliżającego się odpoczynku, a kiedy przychodzi czas na pakowanie mnie często przechodzą dreszcze. Skądś to znacie? Dla mnie to w zasadzie normalka.

W moim życiu codziennym staram się być dobrze zorganizowana i lubię trzymać wszystko pod kontrolą, ale pakowanie to nie jest sztuka, którą opanowałam do perfekcji. Samo wrzucenie potrzebnych rzeczy i gadżetów do walizki nie stanowi dla mnie większego problemu,  ale spakowanie tylko tego co rzeczywiście jest mi potrzebne to już zupełnie inna bajka. Sztuka kompaktowego pakowania? Bez dwóch zdań umiejętność szalenie przydatna, ale dla mnie jeszcze bywa obca. Co ze sobą zabrać? Ile par jeansów, butów, sukienek czy bluzek? A jak mi tego czy tamtego zabraknie, Może lepiej zabrać więcej? Niestety przy pakowaniu bagażu zasada lepiej więcej lum niej zwykle  się nie sprawdza.

Nie cierpię sytuacji kiedy jestem ograniczona wielkością bagażu, chociaż tylko to tak naprawdę potrafi trzymać mnie w ryzach. Jestem zwyczajnie i bezczelnie zmuszona do ostrej selekcji i analizy czy na tygodniowy wyjazd  rzeczywiście potrzebuję pięciu par butów. pięciu sukienek, trzech torebek i pięciu kosmetyczek pełnych perfum, pudrów, podkładów i tuszy do rzęs? Jasne, że to wszystko zależy od celu naszej podróży, ale sama już dobrze wiem, że większości ze spakowanych ubiorę nie użyję ani razu, a przynajmniej połowa ze spakowanych przeze mnie kosmetyków okaże się zbędna, ale zawsze podczas pakowania wydaje m się, że wszystko mi się przyda.

Podobno idealnym i niezawodnym sposobem na kompaktowe pakowanie jest przygotowanie ubrań bazowych, plus gotowe zestawy dodatków na każdy dzień. Do tego jedna uniwersalna torebka i jedna wieczorowa pasująca do wielu sukienek. Podobnie obuwie.  Można? Zdecydowanie można tylko trzeba chcieć, a więc ja postaram się zdobytą wiedzę wprowadzić w życie, bo nauczyć można się wszystkiego, a ja zdecydowanie nie lubię komplikować sobie życia, wolę je sobie ułatwiać.

Może i do perfekcyjnej pani domu czasem mi trochę brakuje, ale czy to źle? Podobno ideały nie istnieją, co nie znaczy, że nie można nad sobą troszkę popracować :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *