Synuś mamusi, czyli życie w trójkącie.

Mama jest tylko jedna. Prawda stara jak świat. Matka jest najważniejszą osobą w życiu każdego dziecka, bez względu na płeć i nie ma w tym nic niezwykłego prawda? Miłość i szacunek do rodzicielki jest nieodłącznym elementem zdrowej relacji dlatego nie powinno to nikogo dziwić, ale zdarzają się relacje kiedy zacierają się granice miłości i oddania. Czy to możliwe? Niestety tak.

W tym momencie pewnie wielu z Was zastanawia się czy to możliwe aby mamę kochać za bardzo, że to idiotyzm bo matka to zawsze matka. Ja pewnie częściowo mogłabym się z tym zgodzić, ale wiem jak czasem miłość potrafi przerodzić się w zwyczajną zaborczość, a miłość często mylona jest z uzależnieniem. Czasem niezdrowa relacja może powodować problemy w życiu potomstwa, bo uzależniony od rodzicielki mężczyzna często miewa problemy z ocenieniem granicy, w której związek ten powinien się kończyć.

Zdarza się niestety tak, że dorosły mężczyzna, posiadający już swoją własną rodzinę, dalej przedkłada potrzeby matki ponad potrzeby żony czy dzieci. Stawia się u mamusi na każde jej (nawet najbardziej błahe) wezwanie ignorując wcześniej poczynione rodzinne plany.Nic w tym dziwnego? A jednak, bo należy pomagać kiedy ktoś bliski jest w potrzebie, ale rezygnować z wyprawy do kina z żoną i z dziećmi tylko dlatego, że mama postanowiła właśnie w tej chwili przesunąć komodę (bo miejsce, w którym stoi już jej się nie podoba) i potrzebuje pomocy, to już czyste wariactwo. Co takiego stałoby się gdyby wspomnianą komodę przesunąć jutro a dziś sprawić radość dzieciakom? Nic, prawda?

Przykład, który opisałam powyżej to jeszcze nic takiego, bo może być zdecydowanie trudniej. Ostatnio buszując w internecie trafiłam na zdanie : „Życie z maminsynkiem przypomina małżeństwo, w którym to żona pełni rolę tej trzeciej” i według mnie nie sposób się z tym nie zgodzić. Szacunek dla rodzicielki to jedno, a uzależnienie od niej to już zupełnie inna sprawa. Każdy człowiek przekraczając próg dorosłości z definicji powinien stać się istotą samodzielną, prowadzącą własne indywidualne życie, w którym nie powinno być miejsca na natarczywe wtrącanie się i wywieranie nadmiernej presji. Wyobraźcie sobie sytuację, w której teściowa rządzi Waszym życiem, kiedy to Ona ma decydujące zdanie w sprawie nowej sofy do salonu, a to że kanapa nie spełnia Twoich oczekiwań, dla partnera nie ma żadnego znaczenia a ewentualne protesty kwituje zdaniem „Przecież mama wie lepiej”. Niepokojące prawda?

Zgodzę się z tym, że nasze matki, które siłą rzeczy dłużej żyją na tym świecie, są też bardziej tym życiem doświadczone, a korzystanie z ich porad nie jest czymś dziwnym czy złym, ale i tu granica potrafi być niezwykle cienka. Otrzymywanie porady a ślepe podążanie według wskazań mamusi to już nie to samo. Żona też potrafi prowadzić dom, a że używa innego proszku do prania, czy zamiast octu, do mycia okien używa gotowego sklepowego płynu, wcale nie oznacza, że mama robiła to lepiej.  Kiedy mężczyzna zakłada rodzinę, to od tego momentu to ona powinna być dla niego priorytetem, a mama powinna dalej być mamą z tą różnicą, że  dorosłego mężczyzny a nie małego chłopca.

 

2 thoughts on “Synuś mamusi, czyli życie w trójkącie.

  1. Ja takie zachowanie widzę na dużo wcześniejszym etapie. Widzę moje koleżanki, naprawdę mądre i fajne kobiety, ale gdy cokolwiek dotyczy synka, to glupieją. Nie przejmują się córkami, natomiast synek licealista jest traktowany, jako ósmy, czy dziewiąty cud świata. On nie ma szans wyrosnąć na samodzielnego człowieka, on nie wie, jak samodzielność wygląda…

    1. Bardzo trafne spostrzeżenie! Ja też miałam okazję obserwować podobne sytuacje. Od córek się zwykle wymaga, a chłopcy są traktowani jak książęta. Gdzie więc jest równowaga?

Odpowiedz na „kadiraAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *