Kobieta „pod pantoflem”.

W codziennym życiu dużo słyszymy o „pantoflarzach”, czyli mężczyznach, którzy w zupełności podlegają swojej żonie czy partnerce. Słuchają „rozkazów”, robią wszystko czego kobieta sobie zażyczy, nie posiadają bądź nie potrafią wyrażać własnego zdania. Z reguły taki mężczyzna traci szacunek, nie tylko mężczyzn ze swojego otoczenia ale również znacznie traci w oczach swojej partnerki. „Pantoflarstwo” zwykle nie jest widziane dobrze, ale jak to wygląda z drugiej strony? Czy kobieta uległa swojemu partnerowi to normalne, nie budzące zdziwienia zjawisko? Czy to także „pantoflara”?

Lata temu, kobieca uległość nie budziła niczyjego zdziwienia. W czasach kiedy panował zupełnie inny model rodziny najczęściej to mężczyzna był głową, osobą decyzyjną i jedynym żywicielem rodziny, a rola kobiety często sprowadzała się do prowadzenia domu i wychowywania dzieci. Nikogo to nie dziwiło, ale dziś mamy już inne czasy, jest XXI wiek a w związkach panuje idea partnerstwa, czy w takim razie kobiety dalej „siedzą pod pantoflem”?

Niestety w dzisiejszych czasach takie zjawisko istnieje nadal i chociaż często budzi sprzeczne emocje. Niektórzy wciąż są zdania, że kobieta powinna „siedzieć cicho” i to wywołuje u mnie dreszcze. Siedzieć cicho? Co to znaczy? Siedzieć w domu, prać, sprzątać, gotować i przytakiwać aby uczynić swego mężczyznę szczęśliwym? Niestety wciąż często to słyszę i nie wierzę, że taki model wciąż funkcjonuje. A jednak.

Zdarza się, że kobiety rozpoczynając nowy związek nie zdają sobie sprawy z pierwszych objawów dominacji partnera, bo kiedy On pyta gdzie i z kim wychodzi oraz o której godzinie wróci, biorą to za troskę. Dobrze, zgodzę się, że w samych pytaniach nie ma nic złego, ale problem pojawia się kiedy kobieta musi pytać o pozwolenie, a uwierzcie mi, że takie sytuacje także się zdarzają. Dodatkowo rozliczanie z każdej minuty także nie wróży niczego dobrego. Jesteśmy dorosłe i możemy decydować same o sobie.

W związku partnerskim nie ma miejsca na rozkazy czy zmuszanie do czegokolwiek. Nie musimy zgadzać się zawsze i na wszystko tylko po to, aby nasz partner odczuł satysfakcję. Nie powinien mieć ostatniego zdania w sprawie planowania na przykład nowej fryzury. Oczywiście każda rada jest mile widziana, ale kiedy chcę podciąć włosy to je podetnę i nie ważne dla mnie jest w tym momencie, że On woli długie. Nie będę przecież hodować rozdwojonych końcówek prawda?

Przykładów mogłabym znaleźć wiele, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to aby mimo wszystko posiadać własne zdanie. Nie chcemy czegoś zrobić, poinformujmy o tym partnera, bo nasze milczenie On najpewniej bierze za zgodę. Mówmy spokojnie i otwarcie o naszych potrzebach i obawach, bo to bardzo ważne. Pamiętajmy, że czym innym jest łagodna sugestia a czym innym narzucanie własnego zdania. „Pantoflarstwo”, obojętnie w którą stronę, nie jest niczym dobrym, no chyba, że komuś to naprawdę odpowiada- nie mi to oceniać. Bądźmy sobą i tyle!

 

3 thoughts on “Kobieta „pod pantoflem”.

  1. Kochana fajny tekst i taki prawdziwy chociaz rozliczanie z kazdej minuty badz proszenie o zgode potraktowalabym to juz jako znecanie psychiczne… i to czesto jest mylone z pantoflarstwem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *