Życie w Anglii i dlaczego jest mi lepiej? część druga.

W poprzednim wpisie pisałam już o pracy, stabilizacji oraz edukacji. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o kilku innych powodach dlaczego wolę mieszkać tutaj.

Poprzednim razem poruszyłam temat dzieci, że edukacja jest według mnie mniej stresująca i bardziej przyjazna, ale jest też jeden wątek, który warto poruszyć, a mianowicie sytuację kiedy dzieci chorują, lub mają innego typu problemy. Co prawda mnie ten temat nie dotyczy i mam nadzieję, że nigdy nie będzie ale wiem, że takie sytuacje nie są rzadkie i ten temat warto posuszyć.

Zdarza się, że dzieci rodzą się chore, lub mają innego rodzaju problemy. Słyszę wiele niepochlebnych opinii na temat tutejszego systemu oraz służby zdrowia, ale jednego nie można im odmówić, bo rodzice chorych dzieci nie zostają bez pomocy, zdani tylko i wyłącznie na siebie. Państwo zapewnia im pomoc w każdym sensie-również finansową. Zdaję sobie sprawę, że żadne pieniądze nie wynagrodzą dziecku cierpienia, ale zdecydowanie pomagają, bo matka dzięki temu może w stu procentach poświęcić się opiece nad dzieckiem.

W moim codziennym życiu bardzo doceniam tutejszą otwartość i brak tematów tabu. Kobieta potrzebuje antykoncepcji? Nie ma sprawy, wystarczy udać się do lekarza, a po otrzymaniu recepty, do apteki. Warto wspomnieć, że środki antykoncepcyjne są tutaj darmowe, a dodatkowo lekarz nie powie mi, że nie są one zgodne z jego sumieniem. Tak samo wygląda kontrowersyjna  sprawa aborcji, ale nie będę tego tematu rozwijać, bo jest to sprawą osobistych poglądów i sumienia każdej z nas. Niemniej nie ma tu tematów tabu.

Mieszkając tutaj nie muszę się zastanawiać czy spodnie, które dziś włożyłam oby na pewno są modne. Odnoszę wrażenie, że tutaj modne jest to co akurat mam ochotę nosić. Mam ochotę na fioletowe włosy? Bardzo proszę, nikt mi przecież nie zabroni, a dodatkowo chyba raczej nikogo nie zdziwi. Mam ochotę skoczyć do pobliskiego sklepu po mleko w piżamie? Czemu nie, to przecież też nikogo nie zdziwi prawda? A może japonki w środku zimy? Jasne, skoro tak mi wygodnie. Nie powiem Wam, że ja biegam zimą w klapkach, czy robię zakupy w piżamie, ale uważam, że jeżeli komuś to pasuje to czemu nie? Już mnie to nie dziwi.

Wyobraźcie sobie sytuację, że macie coś do załatwienia w urzędzie czy innej instytucji, a pani, która z Wami rozmawia jest dla Was zwyczajnie miła. Dobrze to brzmi prawda? I właśnie to jest kolejny powód tego, że pomimo języka, jest mi tu łatwiej. Chcę coś załatwić? Nie ma problemu, bo załatwię. Potrzebuję pomocy czy dodatkowych informacji? Otrzymam wszystko czego potrzebuję i nawet nikomu nie przeszkadza, że jestem obcokrajowcem. Na początku kiedy sprawa języka wyglądała u mnie zgoła inaczej niż teraz, nigdy nie spotkałam się z brakiem sympatii. Kiedy potrzebowałam trochę więcej cierpliwości ze strony rozmówcy, nigdy się nie zawiodłam i doceniam to bardzo, bo właśnie takie sytuacje pomogły mi przełamać barierę językową. Sama biurokracja też jest tutaj jakby inna, łatwiejsza. Dużo mogę załatwić telefonicznie lub on-line, co często oszczędza masę czasu.

Pewnie znalazłabym jeszcze kilka zalet, ale co za dużo to…. Takie są moje poglądy i chociaż wiem, że ilu Polaków tyle opinii, jednak ja opisałam Wam moje odczucia. A Wy macie doświadczenia związane z życiem na emigracji? Podzielcie się ze mną w komentarzach pod wpisem oraz na stronie https://facebook.com/zpamietnikazolz/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *