Czy ja zawsze jestem Zołzą?

Dlaczego zostałam „Zołzą”? Jeżeli czytaliście moje pierwsze wpisy to pewnie już wiecie, ale jeżeli nie to „Zołza” wzięła się od mojej mamy, która od zawsze, z uporem maniaka twierdziła (w sumie to nadal tak twierdzi), że niezła ze mnie Zołza :). Fakt, chyba coś w tym jest, bo czasem to ze mnie wychodzi… Nie lubię być wredna i złośliwa, oj nie. Lubię ludzi,  przebywanie w ich towarzystwie, bo nie jestem typem samotnika. Sęk w tym, że niektórzy powodują to, że ta moja „gorsza” strona daje o sobie znać.

Bardzo sobie cenię lojalność, szacunek i ogólnie dobre relacje. Lubię się pośmiać i pożartować, ale czasem także poważnie porozmawiać. Zawsze byłam chętna do pomocy komuś kto tego potrzebował, byłam i jestem empatyczna, wyczulona na ludzką krzywdę. Uśmiecham się, a przynajmniej staram się być pogodna i wesoła, ale jak pewnie sami wiecie, to niestety nie zawsze jest możliwe. Czasem ludzie powodują, że z każdego z nas wychodzi gorszy charakter.

Mam swoje zdanie, którego bronię zawsze jeżeli jestem go pewna, dlatego nie lubię kiedy otoczenie na siłę próbuje moje poglądy zmienić, a właśnie ten fakt często powoduje niezadowolenie tegoż otoczenia. Absolutnie, nie żyję w przekonaniu, że ja zawsze mam rację ale pamiętajmy, iż każdy człowiek ma prawo do własnych poglądów i własnych przekonań, a to że się z kimś lub na coś nie zgadzam wcale nie oznacza, że jestem wredna.

Jak już wielokrotnie podkreślałam, ja nie cierpię presji i nienawidzę słowa „musisz” , bo ja nic nie muszę- mogę ewentualnie! Kiedy ktoś mnie do czegoś zmusza ja automatycznie robię krok w tył, a w mojej głowie zapala się czerwone światło. W tej chwili podobno moja mina mówi wszystko a mój wzrok mógłby zabijać (podobno, bo sama tego nie widzę, ale otoczenie już tak), a kiedy moja odmowa efektu nie przynosi, a presja rośnie, to tak, potrafię być złośliwa. Czy czuję się winna? Nie. Raczej nie, bo skoro ja od początku odmawiam a rozmówca nie potrafi bądź nie chce tego uszanować to nie powinien być zdziwiony, że odmawiam ostatecznie w bardziej dobitny sposób.

Nie cierpię braku szacunku i chamstwa! Aż mi się włosy jeżą kiedy o tym piszę, bo to przykre, ale niestety bardzo powszechne w dzisiejszych czasach. Zdarza się, że ludzie już na starcie i bez wyraźnego powodu traktują innych z góry. Nie lubię tego, dlatego w takich sytuacjach bywam ironiczna i czasem mniej sympatyczna- przyznaję się do tego bez bicia, ale czy to właściwie nie jest normalną reakcją? Kto z nas nie lubi być traktowany zwyczajnie, po ludzku? Takie jest nasze święte prawo i jeżeli ktoś o tym nie pamięta to nie zasługuje na sympatię. Ja staram się od takich ludzi trzymać z daleka, ale mam chyba jakiś magnes bo często mi tacy stają na drodze i nie wiedzą, że mój „zołzowaty” stosunek zawdzięczają sobie.

Nie lubię także być wykorzystywana, ale pewnie nikt tego nie lubi. Wyobraźcie więc sobie sytuację: pomagacie komuś w potrzebie kilka razy, pomagacie bezinteresownie i nie oczekujecie, że ktoś będzie Wam za to dziękował na kolanach, ale macie przynajmniej nadzieję, że będzie wobec Was w porządku. Niestety ludzie często oczekują od Ciebie dużo, ale w zamian nie dają nic, a Ty jesteś dobry tylko wtedy kiedy mogą coś z Ciebie mieć, kiedy nie to już Cię ledwo znają. Kiedy za którymś razem jesteś zmuszony odmówić pomocy bo nie możesz, nie umiesz to jesteś zły, wredny i tak dalej. Dlatego kiedy ktoś potraktuje tak mnie, to ja nie mam ochoty na dalszą relację i okazuje się, że jestem wredna. Ok, ja mogę być wredna, ale czuję się usprawiedliwiona, bo jak juz mówiłam nie lubię być wykorzystywana.

To nie jest tak, że ja z natury jestem złośliwa i wredna. Ja lubię ludzi i traktuję ich z szacunkiem, ale jeżeli nie otrzymuję tego w zamian, nie potrzebuję ciągnąć tego dalej. Swoją drogą to zabawne, że ktoś traktuje Cię źle to jest dobrze, ale kiedy robisz w tył zwrot to uchodzisz za osobę złośliwa i wyniosłą. No cóż… Taki jest ten świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *