Kiedy to kobieta „nosi spodnie” w związku.

Partnerstwo w związku to według mnie sprawa ogromnej wagi.  Mam tu na myśli nie tylko podział domowych obowiązków, ale przede wszystkim wzajemne zrozumienie, wsparcie, tolerancję. Dziś już wiem jak ważne jest aby w związku nie zatracić siebie, ale powiem Wam, że nie zawsze tak było…

Wychodząc za mąż moja głowa pełna była ambitnych planów i nadziei na naszą wspólną świetlaną przyszłość. Wiadomo, bo kto wstępując na nową drogę życia przewiduje, lub podejrzewa, że skończy się to fiaskiem? Tak więc ja byłam pełna optymizmu, a nasze życie od tego dnia miało być już tylko bajką. Bajka jednak szybko zamieniła się w prozę życia, zwyczajną, szarą i nieciekawą, ale od początku.

Wchodząc w ten związek doskonale zdawałam sobie sprawę jak wiele nas dzieli- wiek, temperament, zainteresowania, tak zdawałam sobie z tego sprawę jednak nie przewidziałam jak to się może skończyć. On bardzo powściągliwy, małomówny, wręcz wycofany, ja pełna energii, towarzyska z ogromnym apetytem na życie- mieszanka wybuchowa. Jego powściągliwą naturę ja pomyliłam z dojrzałością i to był mój pierwszy poważny błąd. Niezaradność zaś nie stanowiła żadnego problemu bo ja w swojej młodzieńczej naiwności brałam to za dobrą monetę. Wydawało i się, że to świetnie, że to wspaniale, bo ja będę zawsze trzymać rękę na pulsie, ja będę podejmowała ostatecznie wszystkie ważne decyzje. Uważałam, że tak będzie lepiej, że zaoszczędzi nam to sporo nieporozumień. Byłam naiwna, bardzo szalenie i głupio naiwna, bo nie przewidziałam, że za jakiś czas ja sama już nie dam rady ciągnąć tego wózka.

Swoja postawą doprowadziłam do tego, że Jego rola w domu sprowadzała się tylko i wyłącznie do wychodzenia do pracy każdego ranka. Wszystkie inne sprawy spoczęły tylko i wyłącznie na moich barkach i nie uwierzycie jak szybko zaczęło mi to ciążyć. Rachunki, organizacja, zamartwianie o jutro, to wszystko było moją rolą. Ocknęłam się w końcu, zrozumiałam, że tak się nie da żyć, że On także powinien zaangażować się we wszystkie sprawy. Nie chciał a ja nie byłam w stanie tego zmienić. Walka nie miała sensu i wszystko zostało po staremu.

Ja walczyłam z codziennością i jej problemami. Pilnowałam wszystkich spraw, organizowałam i załatwiałam. Kiedy pojawiał się jakiś problem problem, a ja oczekiwałam wsparcia, w odpowiedzi otrzymywałam jedynie „załatw to jakoś”. Zero pomocy, ba nawet zainteresowania nie było, bo przecież byłam tam ja- ta od czarnej roboty. Nie widział w tym żadnego do momentu kiedy sprawa okazywała się nie załatwiona, wtedy były tylko pretensje i głupie przytyki.

Robiłam wszystko co mogłam aby utrzymać nasz związek na powierzchni, ale w pojedynkę nie dawałam rady. Chciałam wsparcia, pomocy, partnerstwa ale w zamian otrzymałam tylko zdziwienie. Czepiałam się przecież, bo co w tym wszystkim jest takiego trudnego? Dziwiło mnie najbardziej, że takie pytania padały z ust mężczyzny, który nie potrafił nawet zrobić przelewu za prąd. Nie widział potrzeby aby się nauczyć, bo przecież robiłam to ja prawda? I tak było ze wszystkim nawet wizyta u pediatry z własnym dzieckiem przerastała jego możliwości- „Idź lepiej Ty, bo ty to lepiej załatwisz”- i koniec. Kropka. Zawsze to samo- „Ty zrobisz lepiej ” (bynajmniej nie był to komplement), „Ja nie umiem”, „Nie wiem jak”. Traciłam już siły i ogarnęła mnie rezygnacja, bo wiedziałam, ze sama nie dam już rady. I pomyśleć, że wcześniej nie widziałam w tym problemu… Pomyliłam się, bardzo się pomyliłam.

Dziś już dojrzałam i wyciągnęłam odpowiednie wnioski ze swoich błędów. Zrozumiałam na czym powinien polegać partnerski związek. Marzyłam o tym, aby te spodnie zdjąć, chciałam poczuć się taką słabą i bezradną kobietą, chciałam aby ktoś dla odmiany zaopiekował się mną, ale szybko okazało się, że to nie ja. Doszłam do wniosku, ze w związku warto dzielić się obowiązkami, wspierać się wzajemnie ale jednocześnie dobrze jest zachować pewną niezależność. Gdzie dokładnie przebiega ta granica? Nie potrafię tego określić, bo dla każdego pewnie gdzie indziej. To sprawa bardzo indywidualna.

 

3 thoughts on “Kiedy to kobieta „nosi spodnie” w związku.

  1. Współczuję fatalnego doświadczenia i nawet nie chcę sobie wyobrażać jak musiałaś się czuć mają wszystko na głowie. Mocno jednak wierzę, że wszystko się ułoży i będziesz ze wspaniałym partnerem, na którego zasługujesz i na którego będziesz mogła liczyć 🙂

  2. Ciekawi mnie perspektywa drugiej strony, chociaż z tego, co opowiadasz, miałaś bardzo podobną sytuację do mnie. U mnie (na szczęście, jak wszyscy mówią), nie doszło do ślubu, ale ja się zachowywałem jakbym już w tym związku żył (byliśmy razem 7 lat). Powodzenia na nowej drodze.

  3. Wsparcie w związku jest obecnie dla mnie najważniejsze. W tym roku staram się o to z moim K. maksymalnie dbać, widzimy ogromną wartość w tym i rośnie w nas duża satysfakcja, nie tylko w tym co robimy, ale w tym, w jaką stronę idzie nasz związek.. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *