O tym, że Święta czasem „bolą”….

Święta Bożego Narodzenia chyba każdemu kojarzą się ze szczęściem, radością, pełnym potraw stole, przy którym zasiada cała rodzina…. Tak kojarzą się także i mnie, chociaż od jakiegoś czasu już mnie tak nie cieszą…

Niedawno opowiadałam Wam jak to wygląda tutaj w Anglii, o tym, że wszechobecne już w listopadzie dekoracje, potrafią znudzić zanim faktycznie przyjdą Święta- to prawda, ale to nie tylko o to chodzi. Pogoda, iście wiosenna, też nastroju nie robi. Sklepy pełne ludzi ogarniętych konsumpcyjnym szałem, bo przecież niedługo Święta. O co ten hałas? O jeden w zasadzie dzień, tak jeden dzień, bo tutaj tak to niestety się odbywa.

Nie będę Was dłużej zanudzać tutejszą wizją Świąt- jest jak jest i nie mam na to wpływu, ale mnie boli zupełnie coś innego…. Na co dzień jestem zajęta-praca, dom i nie mam zazwyczaj czasu aby zbyt duzo się zastanawiać, ale Boże Narodzenie to czas, kiedy zalewa mnie fala tęsknoty, jest to jedyny czas w roku kiedy odczuwam prawdziwy, realny ból.

Przygotowania do Świąt, zakupy, poszukiwanie prezentów- tak to wszystko jest ekscytujące, uwielbiam ten niepowtarzalny klimat. Wszystko jest dobrze, niby idealnie, ale właśnie… Niby.

Przychodzi Wigilia Bożego Narodzenia, dzień, który boli mnie najbardziej, dzień kiedy rozumiem, że jestem daleko od domu a do stołu nie zasiądzie cała duża rodzina, a jedynie trzy osoby. Brakuje atmosfery, wszystko jest inne, boli. Brakuje mi gwaru, zdenerwowanej cały czas mamy, która zawsze boi się, że nie zdąży na czas, brakuje mi wszystkiego…

Tęsknię i chociaż nie jest mi łatwo się do tego przyznać to z roku na rok boli bardziej. Obawiam się, że moja córka nie będzie pamiętała na czym tak naprawdę to wszystko polega, że to nie tylko ozdoby i prezenty tworzą Boże Narodzenie, coś jest nie tak, coś się nie zgadza…. Już mnie to nie cieszy…

Nie lubię mówić o uczuciach, czasem nie chcę a często nie potrafię, ale dziś mam potrzebę komuś o tym powiedzieć, więc padło na Was. Wiele osób będzie zaskoczonych takim wyznaniem, ale ie martwcie się, to się raczej już nie powtórzy, bo nie często pozwalam sobie na słabość… Święta się skończyły, więc głowa do góry- wracam do normalności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *