Wielkie wyjście, czyli mój pielęgnacyjny niezbędnik.

Jest weekend, czyli czas kiedy odpoczywamy, nadrabiamy domowe zaległości, ale także czas wyjść i towarzyskich spotkań. U mężczyzny sprawa jest prosta- prysznic, ubranie, perfumy i ewentualnie poprawa fryzury i gotowe prawda? Trochę inaczej zaś sprawa ma się z Nami kobietami. Sam prysznic i odpowiedni strój to dla większości z Nas zbyt mało. Wybór odpowiedniego ciucha to często nie lada wyzwanie, a gdzie tu jeszcze makijaż i fryzura? Dziś chciałabym Wam opowiedzieć jak do wielkiego wyjścia szykuję się ja, ale pominę grzebanie w szafie, układanie włosów i makijaż. Opowiem o pielęgnacji S.O.S, bez której nie wyobrażam sobie wyjścia.

Mam bardzo dziwną naturę, bo każdy objaw zmęczenia w mgnieniu oka i z prędkością światła pojawia się na mojej twarzy. Po całym tygodniu pracy stan mojej cery także pozostawia wiele do życzenia, dlatego na pielęgnację zawsze muszę znaleźć czas, a przed wieczornym wyjściem jest to dosłownie obowiązek.

Demakijaż to podstawa, więc zaczynam od usunięcia z mojej skóry „starego” makijażu oraz wszelkich zanieczyszczeń.

Krok pierwszy, czyli peeeling enzymatyczny

 

Bez tego cudownego produktu już nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. jestem posiadaczką cery naczynkowej, która wymaga delikatnego oczyszczania, a właśnie tak działa peeling enzymatyczny, który nałożony na twarz i pozostawiony na ok 15 minut, za pomocą kwasów oczyszcza moją cerę bez zbędnego pocierania (naczynkowa cera bardzo tego nie lubi). Dopiero po tym zabiegu moja skóra przygotowana jest na inne elementy pielęgnacji.

Krok drugi, czyli maseczka ściągająca

Ta maseczka to także mój ulubieniec. Świetnie ściąga oraz oczyszcza pory. Moja cera od jakiegoś czasu zmieniła się  w skórę suchą, ale strefa T wciąż wymaga oczyszczania. Na nosie, brodzie i czole mam rozszerzone pory, które ta maseczka pomaga mi okiełznać. Po zabiegu moja cera jest przyjemnie ściągnięta, jaśniejsza i odświeżona.

Krok trzeci, czyli maseczki SOS

Maseczki, które dodatkowo upiększają moją cerę. Rozjaśniają, rozświetlają, nawilżają, dotleniają i usuwają wszystkie oznaki zmęczenia z mojej twarzy. Poprawia także moje samopoczucie, bo maseczki to rytuał, dzięki któremu rozluźniam się i czuję się ogólnie świeżo i lekko.

Po maseczkach-tonizowanie mojej skóry oraz krem na twarz i pod oczy. Dopiero po tych wszystkich elementach moja skóra gotowa jest na makijaż. Bez tego, nawet najbardziej staranny makijaż, najlepszymi nawet kosmetykami nie będzie wyglądał dobrze. Kiedy mam zły dzień a moja cera nie jest odpowiednio oczyszczona i nawilżona, nie ma sposobu na to abym wyglądała dobrze, a makijaż wręcz „odstaje”. Nie mam więc możliwości aby cokolwiek wymienionego wyżej pominąć. Cóż… czasem trzeba poświęcić trochę czasu dla siebie prawda?

„Cierp ciało, jak pięknym być chciało” tak głosi przysłowie i coś w tym jest, bo czasem w codziennym biegu, trudno odnaleźć czas na te wszystkie maski i kremy. Ale warto, bo która z nas nie lubi czuć się piękna i zadbana?

A jak Wy szykujecie się do wielkiego wyjścia? Zapraszam do podzielenia się ze mną Waszymi rytuałami w komentarzach oraz na stronie https://facebook.com/zpamietnikazolz/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *