Różnica wieku- czy to się może udać?

Znamy wiele przypadków kiedy partnerów dzieli mniejsza bądź większa różnica wieku. Czy to w życiu realnym czy z życia gwiazd i celebrytów, dziś nie jest to już dla nikogo szokujące. Przypadki są różne, raz to Ona jest młodsza a raz On, cóż życie, ale dziś chciałabym Wam opowiedzieć własną historię o związku ze sporo starszym mężczyzną, chociaż pisząc to zastanawiam się czy określenie „chłopcem” nie byłoby tu bardziej adekwatne. Nie przedłużając, posłuchajcie.

Już odkąd pamiętam nie wykazywałam zbytniego zainteresowania rówieśnikami. Byli świetnymi kumplami, ale nic poza tym. wolałam starszych od siebie partnerów. Dlaczego? Prawdopodobnie fakt, że wychowywałam się bez ojca nie pozostał tu bez znaczenia. „Kompleks ojca”, ta określiła moją „przypadłość” pani psycholog. Pogodziłam się z tą diagnozą, bez większych problemów, po prostu tak musiało być.

Nie potrafiłam łatwo wejść w głębszą relację, co sprawia mi trudność także dziś. W partnerze szukałam czułości, zrozumienia a może i nawet opieki? Dziś sama już dokładnie nie wiem. Poznałam swojego przyszłego męża kiedy miałam dziewiętnaście lat. Dość spora różnica wieku nie stanowiła dla mnie problemu, bo uważałam, że przy odrobinie chęci może się udać, a ja właśnie to chciałam  udowodnić całemu światu.

W całej swojej młodzieńczej naiwności nie zauważyłam, że wiek nie zawsze idzie w parze z dojrzałością. Nie przeszkadzała mi jego niezaradność, której początkowo albo nie widziałam, albo po prostu nie chciałam widzieć, nie wiem. Uważałam, że może to lepiej bo to zawsze ja będę miała zawsze rękę na pulsie, że to ja będę stroną decyzyjną w tym związku. Nie przewidziałam tylko konsekwencji tego wszystkiego, bo po latach okazało się, że tylko na mnie ciąży odpowiedzialność za całe nasze życie, że cały ciężar spoczywa wyłącznie na moich barkach. Paradoks prawda? Ja, która od partnera oczekiwałam oparcia, otrzymałam „synka”, który nie zdawała sobie sprawy na czym polega życie. Uważał, że codziennie chodzi do pracy i wystarczy, jego rola w domu właśnie na tym się kończy.

Niezaradność i nieprzystosowanie do życia do była tylko część problemu, bo okazał się strasznym egoista. Kompromis? Ależ owszem, ale tylko jednostronny, czyli z mojego punktu widzenia kompromisów nie było nigdy. Wyjście na basen? Nie, bo on nie lubi. Na spotkanie ze znajomymi? Nie, bo też nie lubi. Ok zgodzę się, że On nigdy specjalnie towarzyski nie był, ale czy nie można się czasem złamać i zrobić czegoś aby uszczęśliwić partnera? Pewnie można, ale akurat nie w tym przypadku. Nigdy nie liczył się z tym czego pragnę czy potrzebuję ja, liczyło się tylko to czego nie lubi On. Oczekiwał, że będę konsekwentna, bo decydując się na ten związek wiedziałam jaki jest. No dobrze może i wiedziałam, ale czy to nie powinno działać w dwie strony?

Zazdrość, także nie dawała nam normalnie żyć.  Wszystko wiecznie rozbijało się o to, że jestem młodsza i pewnie i tak go zostawię. To było niesprawiedliwe. Bardzo niesprawiedliwe, bo w moim przekonaniu nie dawałam żadnych podstaw do takich oskarżeń. Byłam żoną i matką, która tylko czasem miała ochotę wyjść do ludzi. Czy to takie dziwne? Zresztą zależało mi na ty abyśmy wychodzili razem, ale nie, bo on przecież nie lubi prawda? Trudno. Czasem wychodziłam. Sama.

Przyszedł moment kiedy nie miałam już siły sama tego wszystkiego dźwigać. Potrzebowałam partnerstwa, związku, w którym obie strony biorą czynny udział. Związku szczerego i prawdziwego, a nie wiecznych pretensji i oskarżeń. Chciałam mężczyzny dojrzałego a nie czterdziestoletniego dziecka, które nieustanne wymaga opieki. Pomyliłam się. Pomyliłam wiek dojrzały z dojrzałością psychiczną i zapłaciłam za swoją młodzieńczą naiwność. Chciałam walczyć o ten związek ale zabrakło współpracy. Nie udało się.

Doświadczenie własne nauczyło mnie, że związek naznaczony różnicą wieku wymaga ogromu pracy, a nie odrobinę jak mi się kiedyś wydawało. Zrozumiałam, że taki związek to sztuka kompromisów, do których skłonni musimy być oboje. Mnie się nie udało, ale wiem, że to jest możliwe.

Dziś już nie jestem pewna czy podjęłabym takie ryzyko kolejny raz. Wiem, że powinnam mierzyć wszystkich jedną miarą, ale nie wiem czy potrafiłabym zaryzykować. Nie wiem. Chyba nie.

 

2 thoughts on “Różnica wieku- czy to się może udać?

  1. Masz rację – związek ze starszym mężczyzną na pewno wymaga mnóstwo pracy i kompromisów, niestety prawda jest taka, że często to my, młode dziewczyny lub dopiero co wkraczające w dorosłe życie kobiety będziemy musiały iść na ustępstwa oraz się dostosowywać. Czemu? Bo dorosły, trzydziestoparoletni mężczyzna już na swoje przyzwyczajenia, nawyki, które trudno mu będzie zmienić. Kluczowe jest tylko pytanie, na ile my będziemy w stanie na to „pójść” i zrezygnować ze swoich przyjemności czy potrzeb. Bo to, jeżeli nam zależy na związku i chcemy w nim trwać, jest nieuniknione.

  2. W związku z dużą różnicą wiekową między partnerami, bardzo ważne jest porozumienie oraz zdolność do kompromisów. Pełna zgoda. Choć nie uważam, by było to wyjątkowe tylko dla takich związków. Ta reguła tyczy się właściwie wszystkich par.

    Również zawsze mówiłem, że to, że ktoś jest pełnoletni, nie oznacza automatycznie, że jest dorosły. Dorosłość/dojrzałość nie zawsze idzie w parze z metryką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *