Tu czy tam, czyli gdzie jest moje miejsce na ziemi?

Na początku był chaos. Masa spraw i kupa strachu, czy wszystko się ułoży, czy pójdzie po mojej myśli. Nie miałam zbyt wiele czasu na rozmyślanie, ale nie powiem, czasem miewałam chwile refleksji. Zajęłam się tym co w tamtym momencie było najważniejsze, czyli organizacją własnego życia. Zaczynałam wszystko od początku, nie pierwszy już raz, ale wiadomo, zawsze jest nadzieja, że to już ostatni raz, że odtąd nastanie ład i porządek.

Ułożyło się, urządziłam się i zadomowiłam. Życie w biegu, praca, dom- nie było czasu na tęsknotę. Wszystkiego musiałam uczyć się na nowo. Obcy kraj, język, inny styl życia, wszystko nowe i zaskakujące. Każdy dzień jak wielka przygoda, ale to było na początku. Teraz już wszystko wygląda inaczej, spokojniej. Przyzwyczaiłam się, że czasem nawet kupno koperku graniczy z cudem, że za odpowiednią na gołąbki kapustą też trzeba się nabiegać. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, wszystko z czasem można uznać za normę. Zrozumiałam z czasem, że teraz to już jest mój dom, a pobyt w Polsce to jedynie urlop.

Tutaj mam swoje łóżko, szafę, swoja lodówkę, choinkę i całą resztę codzienności. Tutaj moja córka ma swój pokój, swoja szkołę i przyjaciół.  Tak jak kilka lat temu zjawiłam się tu z jedną walizką, tak teraz z jedną walizką jadę do kraju, z tą różnicą, że mam bilet w obie strony.

Przylatując do kraju, już przy odprawie spotykam się z brakiem życzliwości ze strony obsługi. Nikt się nie uśmiecha, często nawet nie odpowie „dzień dobry”. Wszystko chłodne i służbowe. Przykre.

Spotykam bliższych czy dalszych znajomych. Czasem jest miło, a czasem słyszę szydercze pytania w stylu „Czy Ty jeszcze mówisz po polsku?”. Zatyka mnie, normalnie brakuje mi słów. jaki cudem miałabym zapomnieć? No jak? Takie sytuacje są bardzo irytujące, kiedy ktoś z góry zakłada, że teraz Ty już jesteś „panią”, damą, która już nie pamięta skąd pochodzi. Nie, to nie ja. Zmieniłam się to fakt, ale w zupełnie innym sensie. Stwardniałam, nabrałam życiowej pewności siebie, no ale bez przesady!

Wizyty w sklepach nieustannie mnie zaskakują. Kolejka do kasy, sznurek czekających i jedno wielkie pasmo narzekań, że co tak długo, że pani kasjerka zbyt wolna, że tak nie może być. Rozglądam się wokół siebie. Nigdzie nie znajduję śladu uśmiechu, tylko jeden wielki grymas zdenerwowania. Ludzie, no co jest?

W urzędzie zaś, przy składaniu wniosku o paszport, pani pyta o legitymację szkolną córki. Tłumaczę, że córka nie posiada legitymacji, bo nie uczęszcza tutaj do szkoły, a pani patrzy na mnie srogo zza okularów i już wiem, że od tego momentu nie będzie dla nas miła. Nie mylę się. Powinnam chyba czuć się jak zdrajca, ale nie, nie czuję się.

W innym zaś urzędzie udaję się do punktu informacyjnego w celu, jak sama nazwa wskazuje, zasięgnięcia informacji. Podchodzę, witam się i grzecznie proszę o udzielenie informacji. Cóż mnie spotyka? Kobieta, żywcem z filmów Stanisława Barei wyrwana, obrażona, że ja raczyłam o cokolwiek zapytać, a przecież Ona właśnie pije kawę.

Te sytuacje powodują, że ja faktycznie nie czuję się tutaj u siebie. Ja jestem Polką i zawsze będę, ale kiedy jestem traktowana jak intruz- mam dość. Ja nie czuję się inna, lepsza czy ważniejsza, ale traktowana jestem tak jakbym właśnie taka miała być. Czuję się obco.

Wracam z urlopu. Przy odprawie paszportowej miły, uśmiechnięty człowiek wita nas, pyta czy miałyśmy miłą podróż. „Mamo, w końcu jesteśmy w domu” stwierdza moja córka i chociaż wiem, że ma na myśli zupełnie co innego ja w tej chwili chyba muszę przyznać jej rację.

2 thoughts on “Tu czy tam, czyli gdzie jest moje miejsce na ziemi?

  1. Musze przyzna Tobie rację od około 2 lat nie lece do Polski na wiecej niż 2 czy 3 dni, a przy tym wypełniam je sprawami do załatwiania bo mam dość zlosliwych tekstow badz obrazy, ze tym razem nie spotkalam sie z ta czy tamta osoba. Jade tylko jak musze i nic poza tym. Byłam na dwóch czy trzech urlopach odkad mieszkam w Szwecji i zaden nie był udany bo wszystko i tak w tepie takim, ze nie mialam ani sekundy ” dla siebie”. Przykre to. Co do obcych ludzi np na lotnisku to tez moge sie zgodzic. w Polsce nie przyjemni , za to u nas badz w Anglii (miałam przyjemność się przekonać) wszyscy mile witaja, pomagaja, krzywo się nie patrzą jak człowiek walczy saam ze soba by sie dogadac po Angielsku 😛 Cierpliwe czekaja na finał i sami dochodza do tego o co chodzi 🙂 a co było najmilsze gdy wracałyśmy juz do domu Miły pan przy bramce i jego asystentka zapraszali ponownie 🙂 w Polsce nigdy nie usłyszałam zapraszamy ponownie nawet jako regułki w sklepie 😛 Pozdrawiam i ściskam :*

    1. hahah mogę dodać tylko jedno. To że spotykam się z tymi co chcă się spotkać a nie z tymi ktorym ciagle nic nie pasuje. Mam swoje 2 wspaniałe koleżanki dla których to ja zrobie wszystko by wygospodarować czas a reszta jak chce to sie spotka jak nie to maam wiecej czasu na swoje sprawy 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *