O tym, że podobno nie mam serca, czyli nie tęsknię za domem.

Oskarżenie, że nie posiadam serca, lub że mam serce z kamienia, słyszę dość często z ust moich najbliższych. Czy to prawda? Czy ja na pewno nie mam serca? Czy naprawdę jestem wyprana ze wszystkich ludzkich uczuć? Nie, nie jestem.

Podjęłam pewne decyzje. Wyjechałam, bo chciałam zmienić swoje życie, bo chciałam żyć inaczej, lepiej- tak, dokładnie, lepiej i wcale nie wstydzę się  powiedzieć tego głośno. Dlaczego? Bo nie chcę być hipokrytką. Każdy z Nas, który podjął kiedyś taką taką decyzję, wie i rozumie, że nie stało się to bez powodu.

Przyszedł taki moment, że zaczęłam się dusić. Straciłam wiarę w to, że czeka mnie jeszcze coś dobrego, że jeszcze coś osiągnę. Chciałam tylko pracować i godnie żyć, ale to wcale nie było takie proste. Praca raz była a raz nie, a wieczna huśtawka i niepewność tego co będzie jutro spędzała mi sen z powiek. Odważyłam się na ten krok (a łatwo nie było), podjęłam ryzyko i oto jestem tu gdzie jestem.

Kiedy słyszę te oskarżenia mam ogromne poczucie niesprawiedliwości.  Ja naprawdę mam uczucia, a moje serce to także dalej żywy organ. Mówiąc nie tęsknię nie mam na myśli bliskich, którzy są daleko. Zupełnie nie o to tu chodzi. Brakuje mi rodziny, która zawsze będąc blisko daje nam poczucie bezpieczeństwa prawda? Brakuje mi tego, jak każdemu normalnemu człowiekowi. Podjęłam jednak pewne decyzje i staram się być konsekwentna, bo czy siedząc i zalewając się łzami niczego sobie nie ułatwię. Zdecydowałam się na coś i nie żałuję, chociaż przebłysk tęsknoty pojawia się w mojej głowie, wcale nie rzadko. Tłumię w sobie te uczucia, bo nie mam innego wyjścia, bo muszę żyć dalej. Na co dzień moją zaprzątają normalne codzienne sprawy, na których się skupiam.

Nie tęsknię zaś za krajem… Wiem, wiem jak to brzmi… Ale pisząc ten wpis pozwalam sobie na szczerość totalną, bo inaczej to nie miałoby sensu prawda? Nie tęsknię więc za Ojczyzną, w której nic nie było łatwe. Szanuję, ale nie tęsknię. Kiedy myślę o tamtym życiu moje wspomnienia są głównie szaro-bure z małymi przebłyskami koloru. Po kilku latach te uczucia nieco zbladły, ale wciąż nie umiem myśleć o tym bez emocji. Nie brakuje mi życia w ciągłym stresie, w ciągłej niepewności, wiecznego mierzenia się z kolejnymi problemami. Czy to takie dziwne? Chyba nie.

Nie obwiniam nikogo i niczego za swoje niepowodzenia, które niewątpliwie były konsekwencją moich wyborów. Tak, bo to przecież ja jestem Panią własnego losu prawda? Dlatego nie czuje się winna, bo dlaczego miałabym być? Chciałam stanąć na nogi i poskładać swoje życie na nowo. Udało mi się i jestem z siebie dumna. Ne poddałam się i zawalczyłam o siebie. Jestem z tego dumna. Odzyskałam wiarę w siebie i własne możliwości. Pracuję jak wszyscy, ale tutaj mam poczucie bezpieczeństwa, które dziś już wiem, jest bezcenne. Śpię spokojnie i nie martwię się już tak bardzo co przyniesie kolejny dzień. Żyję i jestem szczęśliwa.

Mam nadzieję, że moi bliscy też to zrozumieją. Wiem, że im nie jest z tym łatwo, ale mi też nie zawsze. Czasem dopada mnie myśl, że ja jestem tu sama, ale odpędzam te myśli stanowczo i konsekwentnie. Inaczej mogłabym zwariować.

Święta Bożego Narodzenia to zawsze najtrudniejszy moment życia na emigracji. Wigilia, kiedy na stole talerzy jest dużo mniej niż bywało kiedyś- napawa mnie smutkiem, ale mam szczęście, bo mam wąskie grono przyjaciół, na których mogę liczyć. Dzięki Nim Święta mimo wszystko są wesołe, ale także codzienność jest o wiele prostsza. Dlatego dziękuje Wam za to że jesteście.

Na dzień dzisiejszy nie myślę o powrocie. Nie zarzekam się, nie mówię nigdy, bo nie wiem co się jeszcze wydarzy. Ale dziś mówię NIE.

Macie podobne doświadczenia? A może zupełnie inne? Zapraszam wszystkich do odwiedzania mojego bloga oraz do polubienia strony na Facebook’u http://facebook.com/zpamietnikazolz/

7 thoughts on “O tym, że podobno nie mam serca, czyli nie tęsknię za domem.

  1. Ja jestem w innej sytuacji bo mam rodzicow na miejscu. Ale tez mam odczucia ze nie tesknke za Polska w takim stopniu zeby na dzien dzisiejszy tam wracac. Polska to kraj przepiekny z wspaniala historia ale polska kultura w wiekszym stopniu doprowadza mnie do szalu. Wyjechalam bo chcialam uciec od dotychczasowego zycia. Chcialam zmiany spokoju i odnalezc odpowiedz na pytanie czego chce od mojego zycia. I mam chce byc niezalezna, szczesliwa i miec dtabilnosc ltprej w Polsce brakowalo. Pozdrawiam droga zolzo 🙂

    1. Dziekuje bardzo za mile slowo. Ja nie podjelam takiej decyzji aby skrzywdzic bliskich. Chcialam jedynie zadbac o lepsza przyszlosc dla swojej corki. Wierze ze mi sie uda. Buziaki

  2. Miałam podobnie, kiedy powiedziałam, ze wyjeżdżam, najpierw do pracy później na studia. A ja – podobnie jak Ty – chciałam zapewnić sobie lepszy start, bo w rodzinnym mieście, chociaż uniwersytet jest i pracę pewnie też bym znalazła, to nie chciałam, bo i tak nie miałam tam żadnych perspektyw.

  3. Cóż, tęsknota za ojczyzną a za rodziną to dwie zupełnie oddzielne rzeczy, których nie można wrzucać do jednego worka. Rodzinie może być ciężko, ale ostatecznie to Ty przeniosłaś całe swoje dotychczasowe życie i zaczęłaś je w nowym miejscu. Do tego potrzeba odwagi i przydałoby się też wsparcie najbliższych.
    Każdy z nas podejmuje własne decyzje i to my musimy być z nich zadowoleni, a nie uszczęśliwiać innych dookoła wbrew sobie.

    Ja z kolei mam inne odczucia związane z wyjazdem. Tęsknię nie tylko za rodziną, ale za konkretnymi miejscami, za wejściem do księgarni pełnej książek po polsku, za teatrem. Takich prostych rzeczy brakuje mi najbardziej. To nie jest tęsknota rozdzierająca, raczej mała iskierka tląca się we mnie cały czas. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *