Już nie dziewczynka-jeszcze nie nastolatka…

Dorastanie, wiek nastoletni- coś co coraz częściej napawa mnie strachem. Jak to wszystko będzie? Czy nie zawiodę jako rodzic? Nie wiem, ale chcę wierzyć, że sobie poradzę. Często słyszę opowieści o wychowywaniu nastolatka, czasem się śmieję a czasem mam ochotę płakać, a poziom mojego przerażenia nieustannie rośnie. Ale co tam, przecież ja mam jeszcze czas… Czy na pewno? Jeszcze rok temu wszystko było prostsze. Zabawki na święta czy urodziny, ubrania, które kupowałam też jej jakoś pasowały, o uczesaniu włosów wiecznie trzeba było przypominać (no to akurat do specjalnie łatwych nie należało), ciuchy, które na siebie wkładała, wcale nie musiały do siebie pasować, co nieustannie doprowadzało mnie do szału. Dziś już zaczynam za tym tęsknić…

-Mamo?! A ile ja muszę mieć żebym mogła zacząć się malować?- pyta moja niespełna dziesięcioletnia córka.

Czuję, że oblewa mnie zimny pot. Jak to? Makijaż? Nie, nie, ja chyba śnię.

-Na razie jesteś jeszcze za młoda (zwrot za mała spowodowałby śmiertelną obrazę)- odpowiadam trochę wymijająco.

Nie,ja po prostu nie wierzę Ona, która nigdy nie pamięta aby posmarować się balsamem po kąpieli, posmarować twarz kremem, rozczesać włosy, że o umyciu zębów już nie wspomnę, Ona teraz chciałaby robić sobie makijaż? Wymiękam.

Problem makijażu to był dopiero początek, bo powoli zmienia się już wszystko. Ubrania już muszą do siebie pasować, bo inaczej z domu nie wyjdzie. Kupowanie nowych to już też coraz większy kłopot, bo gusta mamy różne-niestety. Kiedy zbieramy się do wyjścia zawsze pojawia się kłopot, bo na dworze zimno, leje i wieje a Ona mi tu bluzę ledwo do pępka zakłada (bo modna), pod spód podkoszulka przecież nie założy bo to ewidentnie kłóci się z sensem noszenia tejże bluzy, kurtki nie zapnie, bo bluzę zobaczyć muszą wszyscy. Krew mnie zalewa po prostu.

Włosy- kolejny punkt sporny- muszą być długie. Ok niech będą, ale jak tu takiemu uparciuchowi wytłumaczyć, że końcówki należy podcinać? Zgadza się  w końcu  na podcięcie o centymetr, po czym po powrocie od fryzjera nie odzywa się do mnie ani słowem, zamyka się w pokoju i koniec. Foch, wielki gigantyczny foch. Fryzjerka obcięła za dużo…

Moje dziecię, które do tej pory mogło chodzić rozczochrane, nagle po powrocie ze szkoły (lub już w drodze z) ściąga gumkę z włosów (w szkole na jej nieszczęście rygor- włosy muszą być związane), a w domu długie minuty spędzone przed lustrem ze szczotką do włosów w dłoni. Ok zgodzę się z tym bo wolę kiedy moje dziecko mimo wszystko ma uczesane włosy, ale już to zamiłowanie do lustra wciąż napawa mnie  zdziwieniem.

Bałagan na biurku, stosy ubrań na krześle to już w jej pokoju stały widok, bo zawsze posprząta „później”, które oto „później” bez mojej interwencji nie nastąpiłoby nigdy.

A na deser coś co ja osobiście „uwielbiam” najbardziej, czyli „ZARAZ”. Magiczne słowo, które ostatnio z ust mojej córki słyszę nieustannie. Słowo, które powoli stało się odpowiedzią na wszystko. Działa mi to na nerwy okrutnie, ale i na to znalazł się cudowny środek. Jaki?

-Mamo, zagrasz ze mną w Rummikuba?- pyta.

-Zaraz- od razu pada moja odpowiedź.

-Ok, to ja poczekam-cierpliwie odpowiada.

Po jakimś czasie, kiedy czekanie już Ją nudzi- wraca.

-To co? Zagramy?- pyta ponownie.

-Zaraz- odpowiadam niestrudzenie.

-No ale kiedy?- niecierpliwi się.

-Wczoraj mówiłaś, że zaraz posprzątasz w pokoju prawda? A tam ciągle jest bałagan, więc ja zagraz z Tobą tak samo „zaraz” jak Ty posprzątałaś pokój- rzucam w odpowiedzi i widzę jej coraz bardziej zdziwioną minę, ale niczego już nie komentuje, idzie na górę, chyba w końcu posprząta.

Mam szczęście bo ta mała (sorry duża) złośnica jest inteligentna i aluzje łapie w lot. Ten sam sposób stosuję w przypadku jej „nie chce mi się” i to z reguły działa, z tym, że już teraz nie muszę tłumaczyć dlaczego „nie chce mi się” iść na rolki. Ona już wie.

Tak, teraz moja córka codziennie mnie zadziwia a ja ciągle zastanawiam się czym nowym zaskoczy mnie jutro. Czasem jest zabawnie, czasem  mniej, ale już zdałam sobie sprawę, że mnie to nie ominie. Moja mama powiedziała mi kiedyś, że do wszystkiego dorasta się razem z dzieckiem. Oby miała rację!

4 thoughts on “Już nie dziewczynka-jeszcze nie nastolatka…

  1. Moja ma niespełna cztery lata, ale już uwielbia zakładać moje szpilki i wdzięczyć się przed lustrem. A jak dorwie szminkę albo choć pomadkę to koniec 🙂 Trochę się boję tych chwil, kiedy będzie chciała robić makijaż, malować paznokcie… Zwłaszcza że dziś ta granica między dzieciństwem a dorosłością jakoś mocno się zaciera…

    1. To prawda, że ta granica mocno się dziś zaciera. Moja córka nagle zapragnęła iść do tutejszego gimnazjum bo myśli, że będzie mogła się malować. Na szczęście okazało się, że to nie takie proste, bo szkoły najczęściej makijażu zabraniają 😉

  2. Więzi matki z córką są jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. To burzliwe uczucie, pełne miłości ale i codziennej konfrontacji. Dziękuję Bogu za córkę!
    Pozdrawiam serdecznie.
    Sylwia

  3. Kiedy ktoś odpowiada mi zaraz, odbijam piłeczkę, pytając „zaraz-teraz czy zaraz-potem”? A swoją drogą moja córka ma do wieku nastolatki jeszcze długą drogę, co nie ukrywam, jest dla mnie ulgą. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *