Trudne lepszego początki.

Kiedy z jedną walizką znajdziesz się w obcym kraju, na kompletnie nieznanym terenie nagle ogarnia Cię głębokie  przerażenie. Co teraz? Jak to będzie? Czy sobie poradzę? Obcy język, który słyszysz wszędzie na około, tylko potęguje strach, bo niby uczyłaś się wcześniej ale nagle okazało się, że teraz jest jakby inny, zupełnie obcy. W tym właśnie momencie zdajesz sobie sprawę, że oto zaczynasz wszystko od zera, gdzieś daleko od wszystkiego co znasz i kochasz.Wszystko dzieje się szybko. Powoli brakuje czasu na rozmyślanie o domu. Nowa praca, organizacja życia, mieszkanie, dokumenty. Nawet boisz się już coraz mniej bo i na to brakuje czasu. Tylko wyrzuty sumienia nie dają spokoju…. Nic tak nie boli jak fakt, że dziecko zostało chwilowo w kraju, dopóki wszystko się nie poukłada. Niby logiczne prawda? Bo dziecko powinno przebywać w idealnych i stabilnych warunkach.

Tak, na początku zawsze jest trudno. Było, ale dzięki osobom, które pomogły mi się tu znaleźć, oraz udzieliły ogromnego wsparcia na początku, wszystko okazało się łatwiejsze, lżejsze do zniesienia. Kiedy dostałam pracę sytuacja stała się już łatwiejsza, odzyskałam wiarę, że dam radę, że teraz wszystko się już ułoży. Układało się do momentu kiedy nagle zostałam sama- w obcym kraju i zdana tylko i wyłącznie na siebie. Chwilowo ogarnęła mnie panika. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Walczyć czy poddać się i wrócić do domu? To trwało przez chwilę, bo szybko przypomniałam sobie co ja tu robię, dlaczego się tu znalazłam, zrozumiałam, że powrót na tarczy to nie jest to czego oczekiwałam. Musiałam walczyć o siebie i dla córki, aby jak najszybciej mieć ja przy sobie.

Jak to często bywa w sytuacjach „bez wyjścia” przy odrobinie logiki wyjście zawsze się znajdzie. Panika w niczym nie pomaga, a jedynie komplikuje. Po pierwszym szoku zaczęłam działać. To i tamto trzeba załatwić, znaleźć mieszkanie i znów wszystko od nowa. Zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się także pomoc. Pomoc od osoby, której prawie nie znałam, nie rozumiałam dlaczego chce mi pomóc. Zaryzykowałam, bo nie miałam wyjścia. Postawiłam wszystko na jedną kartę.

Kiedy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, to sama się sobie dziwię, że się na to zdecydowałam, ale wiem, że w sytuacji trudnej czasem podejmujemy zadziwiające nas samych  decyzje. Okazało się jednak, że są jeszcze ludzie, którym można zaufać, bezinteresowni, dobrzy. Zrozumiałam, że czasem warto przyjąć pomoc, że nie można zawsze unosić się honorem. Dzięki temu mogłam szybciej zrealizować swój plan, mogłam w końcu poczuć się bezpiecznie i pomyśleć o przyjeździe córki.

Te wszystkie wydarzenia bardzo mnie umocniły. Mnie i moją wiarę w siebie. Kolejny raz potwierdziłam swoją własną tezę, że pozytywne myślenie może działać cuda. Wszystko zaczęło się układać i miało być już tylko lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *