Zaopiekuję się Tobą, czyli jak płachta na byka.

Kiedy zostajesz  singielką w Twoim otoczeniu często zaczynają dziać się rzeczy dziwne. Mężczyźni, który dotąd byli dobrymi kumplami, nagle dostają małpiego rozumu.  Prężą mięśnie jak goryle, przed godami.  Wydaje im się, że jedynym Twoim marzeniem jest być z którymś z nich, bo przecież nie ma możliwości abyś nie chciała prawda? Twoim największym i jedynym marzeniem teraz jest roztoczyć opiekę nad kolejnym mężczyzną, prać mu, sprzątać i gotować. Przecież niemożliwe abyś chciała być sama prawda?

Znam swoją wartość. Jestem kobietą silną i niezależną, ale zdarzają się chwile kiedy na ułamki sekund zaczynam w siebie wątpić. Dlaczego? Bo są takie chwile kiedy zastanawiam się „czy ja naprawdę wglądam na idiotkę?”, chyba coś w tym jest skoro nasi drodzy Panowie myślą, że złapie się na takie tanie teksty. Zwątpienie w samą siebie to tylko ułamki sekund, bo szybko tłumaczę sobie, że to nie ja wyglądam na idiotkę, to oni myślą stereotypowo. Czasem wydaje mi się, że zatrzymali się w innej epoce, kiedy to bycie „samą” było hańbą, kiedy to kobieta bez mężczyzny była istotą nieszczęśliwą lub określając to ostatnio modnym tekstem „obywatelką drugiego sortu”.

Chociaż chronię swoją prywatność niektórych spraw nie da się ukryć. Rozwiodłam się, odczułam ulgę ale nie sądziłam, że to może wywołać taką burzę. Nagle okazało się, że ten czy tamten mnie kocha (nagle?) i już nie wyobraża sobie życia beze mnie. Ciekawe… Dodatkowo okazało się, że ja nie będę musiała się już o nic martwić, wystarczy tylko przygarnąć Jego i będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Czyżby? Dlaczego nikomu na myśl nie przyszło aby zapytać mnie jako główną zainteresowaną? No tak, bo przecież bez mężczyzny nie ma życia prawda?

A na deser to co „uwielbiam” najbardziej, czyli hasło „zaopiekuję się Tobą!”. Czy ja naprawdę wyglądam na kogoś kto potrzebuje opieki? Otóż  nie. Nie potrzebuję. Jestem kobietą i sama się mogę sobą świetnie zaopiekować.

To nie jest tak, że ten wpis to typowo feministyczny apel. Ja (podkreślam) z feministkami nie mam nic wspólnego, ale razi mnie to, że mężczyźni często mają takie podejście. Owszem, jestem silna i niezależna ale w momencie kiedy pojawia się mężczyzna właściwy nie mam nic przeciwko „zaopiekowaniu” się mną. W innym przypadku świetnie poradzę sobie sama, bo czasem lepiej być samą niż z kimś byle jak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *