Emigracja (?!), czyli jak to się stało?

Życie czasem pisze dla nas kompletnie niespodziewane scenariusze.  Dorastamy, budujemy związki, zakładamy rodziny.  Chcąc zapewnić rodzinie własne i bezpieczne cztery kąty, często decydujemy się na kredyt.  Wybieramy mniejsze zło, bo i po co „nabijać kieszenie” innym kiedy możemy zainwestować w coś własnego? Wydaje się logiczne, bo cóż jest ważniejszego niż własne „m”?  Wszystko układa się tak jak założyliśmy więc czego chcieć więcej? Myślimy czasem o członkach rodziny, znajomych, przyjaciołach, którzy w poszukiwaniu „lepszego życia” opuszczali ojczyznę. Chwilami zastanawiamy się jak to tak naprawdę jest żyć z daleka od wszystkiego co się zna i kocha. Pewnie trudno. I chociaż czasem czasem pojawia się w głowie myśl, że chciałoby się spróbować czegoś innego, nowego, to szybko ta myśl zostaje wyparta bo i po co? Przecież mam tu wszystko- dom i rodzinę. Duży wpływ na to wyparcie ma także strach przed nieznanym- bo język, bo daleko, bo inaczej… W zasadzie nie ma się nad czym zastanawiać prawda?

Jednak życie to nie bajka i często płata figle. Po kolei jak domek z kart sypało się wszystko. Małżeństwo umierało, frank szwajcarski skutecznie utrudniał życie. Codzienność stawała się wieczną walką o przetrwanie. Praca? Raz była a raz nie. Niepewność jutra, wzajemne oskarżenia, żale w niczym nie pomagały. Powoli wszystko zaczynało tracić sens, a wymarzone „m” stało się tylko kulą u nogi. Czasem w głowie pojawiał się przebłysk wcześniej wypartych myśli o wyjeździe. Ale jak? Ja może i dam sobie radę, ale dziecko? Jak? Nie, nie to bez sensu, to nie dla mnie. Nie dam rady…

Tak, byłam przekonana, że te myśli są głupie i kompletnie bez sensu. No tak, ale nie przewidziałam, że wkrótce codzienna walka o byt, małżeństwo, którego nie da się już reanimować okaże się już nie do wytrzymania. Zapragnęłam zmian, chciałam uciec i schować się gdzieś daleko. Nagle myśl o emigracji powróciła ze zdwojoną siłą. Może to jest właśnie moja szansa na inne, „lepsze” życie? Może właśnie to. Muszę nabrać dystansu do wszystkiego, złapać oddech. Postanowiłam. Muszę spróbować bo inaczej się uduszę.

Czy się bałam? Oczywiście, że tak. Decyzja nie była łatwa, ale właśnie w emigracji widziałam „ostatnią deskę ratunku”, bo wiedziałam, że w tutaj już nic mnie nie czeka. Straciłam wiarę i wolę walki. Musiałam coś zmienić, to było pewne. Strach niejednokrotnie spędzał sen z powiek. Jak ja się odnajdę? Czy sobie poradzę? Chcę i muszę, bo nie ma już innego wyjścia. Spakowałam walizkę zalewając się łzami, ale w głowie powtarzałam sobie, że będzie dobrze, że dam radę, bo kto jak nie ja? Pojechałam z myślą, że nie wrócę na tarczy, o nie. Jestem silna i dzielna. Dam radę!

Czy podjęłam właściwą decyzję? Jak wyglądały początki? Czy wszystko układało się idealnie? O tym już wkrótce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *