Przeciwieństwa się przyciągają… Czy zawsze?

Podobno przeciwieństwa się przyciągają prawda? Podobno.

Spotykamy mężczyznę. Poznajemy się i zauważamy różnice- styl życia, poglądy, różne temperamenty. Czy to problem? Skąd, to jest fascynujące. On jest zachwycony Twoją lekko szaloną naturą. Jesteś wesoła, zawsze uśmiechnięta, towarzyska. Ty uwielbiasz jego powściągliwość, którą błędnie bierzesz za stateczność i powagę. Wszystko gra. Ty nieposkromiona dusza, On ten, który czasem Cię przyhamuje. Wszystko się zgadza, pasujecie do siebie idealnie, ale co w sytuacji kiedy z biegiem czasu te różnice stają się kłopotliwe, kiedy te małe na początku rozbieżności zamieniają się powoli w granice, które coraz ciężej pokonać?

Sytuacja staje się trudniejsza. On narzeka na Twoja nieprzewidywalność, ożywienie, chęć podejmowania nowych wyzwań, Ty nie rozumiesz dlaczego on nie ma w sobie odrobiny fantazji, pasji. Pojawiają się spięcia, sytuacja robi się nerwowa. Rodzą się wątpliwości. Czy to się jeszcze może udać? Czy ten związek ma jeszcze sens?

Cóż, mnie się nie udało. Powstałe między nami granice okazały się tymi nie do pokonania. Czy musiało tak być? Nie. Nie musiało. Mogło być inaczej, ale nie było. Dlaczego? Zabrakło współpracy, zrozumienia, szacunku dla poglądów  drugiej strony. Dość późno-niestety- zdałam sobie sprawę, że muru głową nie rozbiję, że ja też mam prawo być sobą, że nie dam wsadzić się w sztywne ramy, które On mi chciał wyznaczyć. Walczyłam o ten związek, o wzajemne zrozumienie, ale walka okazała się jednostronna, bo on wszelkie próby pojednania ucinał słowami „Ja już taki jestem i nie zmienię się”… Te słowa ostatecznie utwierdziły mnie w przekonaniu, że to koniec, że dalsza walka nie ma już sensu. Bo niby dlaczego to zawsze ja musiałam kapitulować? Dostosowywać się do jego wymagań? A gdzie kompromis? Nie było. Kompromis był wtedy kiedy to ja się poddawałam i w ostateczności (wbrew sobie) przyznawałam rację jemu. Czy było warto? Dziś już wiem, że nie. W związku, w którym nie a zrozumienia i kompromisów (we właściwym tego słowa znaczeniu) nigdy nie będę szczęśliwa.

Nie daliśmy rady, ale to nie zmienia faktu, że to mogłoby się udać przy odrobinie chęci z obu stron. Kompromis to jest kompromis i nie da się inaczej. Gdyby nie zabrakło wzajemnego szacunku, dziś wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Nie ma jednak tego złego, bo to doświadczenie dało mi dobrą lekcję na przyszłość. Dziś zwracam już uwagę na te „drobne” różnice oraz na podejście partnera. Nauczyłam się tolerancji, ale w zamian także tego samego oczekuję.

Jeżeli czujesz podobnie, miałaś podobne doświadczenia zapraszam do odwiedzenia oraz  polubienia mojej strony- Z pamiętnika Zołzy- na Facebook’u .

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *