Katalkizm, czyli on ma katar…

Rozbiera mnie jakieś grypsko… Zimno mi, gardło boli- ewidentnie coś mnie bierze. Co poradzić? Żyć trzeba dalej- wstać,do pracy iść, posprzątać, obiad ugotować. Cóż ja jestem kobietą, jestem silna i dam radę- żadna grypa mnie nie pokona!

Jednak sytuacja drastycznie się zmienia kiedy to grypę ma ON. Tak silny i twardy (podobno) a przy zwykłym katarku już ledwo na nogach stoi. Znacie to? To jednak dopiero przedsmak tego co jeszcze się wydarzy. Po katarku pojawia się kaszelek- „Zrób mi herbatki proszę….”- potem dreszcze- „Podaj mi kocyk”. To już wkurza, oj jak mnie to denerwuje, ale dobrze, będę twarda, przetrwam, dam radę… Sytuacja opanowana. Czas na moje przyjemności- w końcu też mam grypę- wezmę książkę, herbatkę z cytrynką, kocyk… Kurczę, znów czegoś chce, zaraz mnie szlag jasny trafi! ” Co jest ?” pytam więc. Czego się dowiaduję? Otóż on umiera. „Co jest?”- pytam po raz kolejny ” Mam wysoką temperaturę…” jęczy. Dobra, poddaję się, idę, zobaczę, sprawdzę może faktycznie, aż tak mu się pogorszyło. Dotarłam do sali szpitalnej, która do niedawna była moją sypialnią. Biorę termometr. Sprawdzam. Widzę co widzę i pytam- „po pogotowie mam dzwonić? Masz całe 36,9 stopni celsjusza! Będziesz żył!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *